Wybór

Ciągle mnie ktoś pyta, czy startuję. Po raz pierwszy i ostatni w tej sprawie. W nadchodzących wyborach – nie startuję. Najprościej jest stwierdzić, bo nie mam z kim. Jednak to zdanie trzeba rozwinąć, bo zawistni frustraci zinterpretują opacznie. Oczywiście i tak to uczynią, ale ponieważ pisuję dla tych, co nie uciekają od wysiłku samodzielnego myślenia, więc kilka zdań wyjaśnienia.

Nadchodzące wybory samorządowe, to najważniejsze od wielu lat wybory, od których zależeć będzie przyszłość zwyczajnych Polaków na lata. Siła lokalnej samorządności polegała na tym, że szanse na mandaty mieli nie tylko partyjniacy, ale i społecznicy. W wielu gminach i miasteczkach, a nawet miasteczkach powiatowych ludzie zmęczeni pazernością politycznych aparatczyków oddawali nagle głosy na niezrzeszonych, nieskoligaconych, niezdeprawowanych politycznymi gierkami i układankami. Miasteczko powiatowe było bliskie tego, ale przegrało. Przypomnę, że niezależna dziennikarka z marnej gazetki, lesbijka, po menopauzie, ateistka i ponoć Żydówka – pokonała: urzędującego prezia, byłego senatora, gostka namaszczonego przez starostę no i szefa Peło. Ten bezczelny i groźny dla zdeprawowanych, osadzonych od lat na stołkach rządzących szturm, zatrzymali odziani w czarne kiecki czciciele kasy, wypasionych bryk, wielbiciele bujnie obdarzonych przez naturę mężatek lub nieletnich chłopczyków.

W nadciągających wyborach idealiści i idealistki, wolnomyśliciele i intelektualnie rozbudzeni społecznicy – nie mają szans. Dwóch preziów, dwóch największych partyjnych band przekonało całą resztę, że są w grze tylko dwa kolory. Albo wybierasz białe, albo czarne. Lokalnie takie rozumowanie to klęska. W efekcie obecne montaże opozycyjnych bytów polegają na rozdrapywaniu miejsc na listach. Na bredzenie o programach – nikt nie ma czasu i siły. Ludzie to widzą. Wielu nie pójdzie głosować.

W miasteczku, wszyscy co gotują się do wyborów – już się zgrali. Wyborcy to niby wiedzą, ale w dzień głosowania i tak oddadzą na nich głos. Powodów jest kilka. Po pierwsze, boją się zmiany. Po drugie, doświadczenie nauczyło ich, że po każdym nowym rozdaniu te same ryje tkwią w korytach. Wyborcy nie zasmakowali sytuacji, w której nowa, niepolityczna władza może być samodzielna, w równym stopniu, jak kolega Adriana samodzielny być nie może. Czy myślicie, że kumpel Adriana nie jest wk…ny, że musi zatrudniać kolesi z Radomska, Zgierza, Łodzi? Jest. Ale ma wyjście? On? – żadnego. Trzecie sprawa, to od lat nie było pozytywnych wzorców. Kolejne ekipy rządzące powiatowym miasteczkiem są coraz słabsze, pazerniejsze, cyniczne. Po czwarte, nowych chętnych do czynienia dobrych działań nie ma. Jedni wyjechali, inni siedzą cicho, bo się boją o siebie lub bliskich, jeszcze inni pilnują swoich interesików i każdej władzy zapłacą haracz, by móc nadal robić swoje.

Gdy zna się ich wszystkich od podszewki, trudno iść ręka w rękę z tymi, którzy już pokazali, jak mało zależy im na losie ludzi z miasteczka powiatowego. Zna się ich grzeszki, obłudę, brak wiedzy, a często nawet ogłady. To nie jest zatem mój czas. Być może ten czas już nigdy nie nastąpi zważywszy na to, co może zdarzyć się w wyniku nadchodzących wyborów. Z mojego punktu widzenia – nie ma dramatu. Naukowcy twierdzą, że największe poczucie szczęścia daje ludziom udany seks i praca, którą się lubi. Co ja wam będę piać. Nie ja tracę, tylko miasteczko.

PS Te wybory nie będą uczciwe. Oszalała dzicz dojnej zmiany, wszędzie tam, gdzie będzie przegrywać, doprowadzi do oszustw. Ma na to zgodę, środki, jest zdeterminowana. A czy te wybory w ogóle się odbędą?