Referendum

Na pytania docierające do mnie telefonicznie i e-mailowo o to, czy i kiedy rozpocznę działania w celu zwołania referendum w sprawie odwołania Marcina Witko z funkcji prezydenta Tomaszowa, odpowiadam, ani myślę to robić.

Żeby zorganizować referendum w sprawie odwołania urzędującego prezydenta musi być na początek dobrze zorganizowana i zdeterminowana opozycja. Politycznej opozycji prezydent Witko w mieście nie ma. SLD miejskie i powiatowe, podobnie jak na szczeblu krajowym, istnieje już tylko z nazwy. PO jest w koalicji z PiS-em, choć pamiętam, jak w ubiegłej kadencji jego obecny szef, Gajewski snuł się za Barańskim, żeby wedrzeć się w jego łaski. Teraz obiekt miłości się zmienił. PSL, póki pryki z tej partii mają posady, nie będzie się wysilało w żadnej sprawie.

W tej sytuacji pozostaje były komitet Możemy, który jest rzeczywistą i realną opozycją. W czasie kampanii udowodniliśmy, że mamy odpowiednich ludzi – kompetentnych i zaangażowanych, sprawnych organizacyjnie, otwartych i pracowitych.

No, ale doprowadzić do referendum i je przygotować, to jedno, a wygrać, to drugie. Muszą na nie pójść ludzie i oddać głos. I tu czyha fiasko. Do zwykłych wyborów idzie tylko jakiś procent, tych których los zależy od tych wyborów. Strachu nie ma, bo głosowanie jest tajne. Tymczasem w przypadku referendum wystarczy pójść, by podpaść. Bo ci co idą głosują w przeważającej większości „przeciw”. Ci, co liczą na niską frekwencję, która unieważnia referendum, po prostu nie idą.

Po pierwsze nie pójdzie cała oświata. Chyba czekająca nas reorganizacja szkół i przedszkoli po coś jest robiona, prawda? Po drugie, nie pójdą ci, co na głosowanie idą wprost z kościoła. A Kościół w tym mieście już udowodnił, że nie cofnie się przed żadnym oszczerstwem padającym z ambon, by nie stracić swej pozycji i by władzę samorządową mieć na usługach.

Kim zatem wygrać referendum? Tymi niezadowolonymi, co nic nie rozumieją z mechanizmów miejskiej władzy i pozostają w domu, bo wiedzą, że i tak się nic nie zmieni?

No niestety drodzy tomaszowianie, pozostaje mieć nadzieję, że przez najbliższe 3,5 roku Tomaszów całkiem nie zdechnie, choć dziś wszystko zmierza w tym kierunku.