Po wyborach

Wybory do parlamentu już za nami. Mentalnie jestem już w innym miejscu, ale zdarzyło mi się przeczytać, że mój wynik był marny (8482 głosy). Taka interpretacja, to efekt złej  woli i frustracji albo nieuctwa.

Oczywiście boleję nad tym, że wódz wiele lat temu zesłał nam Macierewicza, a ten się tu przyjął jak barszcz Sosnowskiego. To wstyd i ujma dla okręgu nr 10. To powód do kpin z naszych siedmiu powiatowych miasteczek i dowód na zacofanie tej części Polski. Mogę się wstydzić, że w moim rodzinnym mieście zdobywam mniej głosów od człowieka, który nigdy nic dobrego temu miastu nie ofiarował. Ale podobny powód do wstydu może mieć pozostałych 21 kandydatów  z Tomaszowa. Wyprzedziłam ich wszystkich: radnych, byłych radnych, wiceprezydentkę, starostę i parę innych, czasem dziwnych postaci. W liczbach bezwzględnych mam lepszy wynik niż dwójka wybranych posłów z PiS. W naszym mieście i powiecie głosowało na mnie więcej ludzi niż na tomaszowskiego posła. Zresztą, czy ci, co głosowali na pana Wójcikowskiego mieli pojecie, jak on wygląda, jakie ma poglądy, jakie osiągnięcia, jak angażował się społecznie w dotychczasową rzeczywistość? Zdaje się, że jego wyborcom wystarczyła plakietka, że to „ten od Kukiza”. Interesujące będzie śledzenie parlamentarnych poczynań tego pana. Oby mnie mile zaskoczył.

Dzięki głosom tomaszowian oddanym głównie na mnie, .Nowoczesna w naszym mieście osiągnęła wynik 12%. Gdyby taki wynik partia miała w całej Polsce, byłaby trzecim ugrupowaniem w parlamencie i miała ok. 50 posłów.

Największą satysfakcję sprawił mi jednak fakt, że w prowincjonalnym okręgu nr 10 zagłosowało na mnie więcej ludzi niż w podwarszawskim obwarzanku na ustępującego właśnie wicepremiera Piechocińskigo (8005 głosów).

A poza tym, to rzeczywiście marnie, skoro w sejmie będzie się za nas modlić sześcioro posłów z PiS, a nowe oblicze PO reprezentować będą panie Radziszewska i Rutkowska.