O czym rozmawiają faceci

Jadę rano tramwajem łódzką WZ-etką. W tramwaju sporo ludzi. Dwóch mężczyzn w wieku 30-35 lat, widać dobrych znajomych, prowadzi dość głośną rozmowę. Nie trzeba nadstawiać ucha, by usłyszeć, o czym mówią.

Przez dwa przystanki rozmowa dotyczy zachowań córeczki jednego z nich. Mężczyzna z uśmiechem na twarzy opowiada, jaka jest energiczna, jakie lubi zabawy, co dziś będzie robiła w przedszkolu.

Dojeżdżamy do stadionu Widzewa. Nigdy nie pojmę, jak można wywalić furę publicznej kasy, po to, by w następstwie wydawać następną kasę, by upilnować, żeby stadion nie poszedł z dymem, a jego użytkownicy się wzajemnie nie pozabijali. Panowie w tramwaju zmieniają temat rozmowy. Mówią coś o jakiejś drużynie i jej wynikach, ale nie bardzo potrafię powtórzyć.

Za chwilę znów, na dwa kolejne przystanki, wracają do wymiany informacji na temat zachowań swoich dzieci. Jadą pewnie do pracy. Wyglądają na zadowolonych, bez skrępowania wymieniają się wiedzą o tym co lubią ich małych dzieci.

Ich zachowanie i temat rozmowy wywołują u mnie dobry nastrój. Mój ojciec 50 lat temu, pewnie nie był w stanie gadać ze swoimi kumplami o tym, jak nie lubię porannej zupy mlecznej. Wbrew temu, co pragną utrwalić w narodzie prawdziwi Polacy, naród się zmienia. Zmieniają się też faceci. Nie muszą wciąż udawać macho. Nie muszą udowadniać, że nimi są. A tym, co muszą pozostaną stadiony, a czasami już tylko… ulica.