Niezależny kandydat

Dochodzą mnie słuchy, że kumpel Adriana zamierza startować na fotel prezia w miasteczku powiatowym z własnego komitetu. Ho, ho, ho. Gościu, który od zawsze był w partii (naliczyłam 3 i pół), nagle staje się samodzielny i niezależny. Najlepszy, kandydat popierany przez samego Jaro, który się specjalnie fatygował do miasteczka żeby namaścić kandydata i powtórzyć, że lepszego wodza miasteczko nigdy nie miało i mieć nie będzie, ponoć stracił poparcie Pisotalibanu. Tymczasem teraz ogłosił, że zaprasza do komitetu wszystkich, którym leży na sercu dobro miasteczka. Strasznie cenny, mądry i konkretny komunikat. Czytać go należy następująco.

Po pierwsze wychodzi na to, że po 3,5 roku urzędowania, kolega Adriana nie ma żadnych konkretów na kolejne 5 lat, które zmobilizowałyby nowych ambitnych do działania. Zamiast powiedzieć: chodźcie za mną wszyscy razem, ci co chcą budować jeszcze jedną halę sportową, ci co chcą żeby na pl. Kościuszki było jeszcze więcej śpiewania i grania albo co nie chcą, żeby wybudować schroniska dla zwierząt mimo że Sofija w tym temacie łzy roniła – zwołuje tych, co chcą żeby było lepiej. No, kto nie chce? I kogo może zmobilizować taki energetyczny komunikat?

Po drugie, takie zaproszenie do współpracy, to znak dla tych, co aktualnie rozsiedli się w fotelach i na posadkach, że trzeba będzie się posunąć albo w ogóle spaść w niebyt. Przecież ci, co zareagują na zaproszenie, za darmo się nie pofatygują.

Po trzecie, chętni powinni się zastanowić czemu Pisotaliban nie chce już popierać najlepszego z możliwych wodzów? Czym się wodzu naraził? Przecież tyle dobrego, jako wódz uczynił. Co może się w takim razie przytrafić nowym żołnierzom za kolejne 5 lat?

Wieści dochodzące z miasteczka mrożą wyobraźnię. Ta twierdza ze stali i betonu, jednomyślna i bezmyślna, wierząca bez zastrzeżeń w jedynie słuszne słowa wodza, klepiąca wyłącznie pacierze i przekazy dnia – się sypie. Już nie dwóch, a nawet trzech kandydatów może począć Pisolandia.

Do czasu. Będą się mnożyć i dzielić przez pączkowanie. Coraz to nowe postaci wygrzebią buławy z plecaczków, aż w końcu dotrze do Jaro, że w miasteczku jest śmieszniej niż wynika z ogólnokrajowej mediany. Tupnie starym, zakurzonym butem i wszystko wróci do porządku. Adrianowy kolega będzie musiał znów odciąć na plakatach pół łysiny i zjednoczyć prawdziwych, miasteczkowych katolików.