Nieprzygotowany

Po dwóch miesiącach urzędowania prezydent podejmuje pierwszą personalną decyzję. To znak, że do władzy przystąpił nieprzygotowany.

Żaden samorząd nie ma czasu na to, by nowo powołany na urząd wójt, burmistrz lub prezydent uczył się dopiero tego, czym musi się zajmować. Czasu szczególnie nie mają ci, u których działo się źle i marnie.
W dodatku ta pierwsza decyzja to pochodna rządów byłego prezydenta sprzed trzech kadencji. „Wraca nowe” jak to kiedyś ktoś trafnie ujął. A jak nie wraca to się umacnia. Mamy byłego wiceprezesa, którego na stołek wsadził były prezydent. Ten odszedł, ale prezes zmienił barwy polityczne i dalej bierze przyjemną pensję nie robiąc nic lub niewiele.
Wydawać by się mogło, że sekretarz (kiedyś) z SLD, to pierwsza osoba do odstrzału. Tak by może i było, gdyby urzędujący wciąż w trakcie drugiej tury wyborów prezydent nie układał się z kandydatem, który musiał za wszelką cenę zwyciężyć. Ceną za oficjalne poparcie przez odchodzącego było obiecanie przez kandydata paru miejsc pracy dla najbliższych sercu kolesiów, np. sekretarza. I sekretarz popracuje parę miesięcy nie dłużej, bo posadka, na którą wrócił po latach jest ogromnie atrakcyjnym kąskiem, gdyż nie wymaga żadnych kompetencji.
O nieprzygotowaniu świadczy też i to, że po dziesięciu tygodniach wciąż nie wiemy, kto będzie zastępował najwyższego. On sam tego jeszcze pewnie nie wie, a przynajmniej nie wiedział parę dni temu. Poszukwania i to intensywne trwają, a tymczasem cała rzesza oddanych, ale niekompetentnych aż dyszy żądzą pogonienia tych, którzy tyle czasu beztrosko trwali u władzy i przy władzy.
Miasto chylące się ku upadkowi potrzebowało innych ludzi, by ten upadek powstrzymać, a tak pozostaje się pocieszać tym, że najwyższy nie wszystko sp…