Na przykład Eleni

Czasem dochodzą mnie opinie na własny temat. Czepiam się władzy, bo sama nie zostałam prezydentką i dlatego wszystko mi się nie podoba. Głupiej o mnie się już nie da.

Przez prawie 25 lat pisałam o tym, co mnie drażni, nie po to, by coś za to dostać tylko po to, by to zmienić. Różnie się udawało. Zwykle się nie udawało. Przyczyn są setki i to temat na inną opowieść. Chętnie spotkam się z tym, kto mi udowodni, że pisałam i piszę dla korzyści, a nie dlatego, że powinno być inaczej.

Głupota, zakłamanie, hipokryzja i ciemnota zawsze mnie mierziły. Wytykałam i obśmiewałam. I tak mi zostało. Mam świadomość, że wielu, większości, to się w głowie nie mieści. W miasteczku powiatowym, w którym każda decyzja jest okupiona targami, to ciężkostrawny pokarm.

Wszystko tu ma swoją cenę. Posada albo chociaż obietnica posady. Kawałek drogi za domem. Lampa na ulicy u sąsiada. Zatrzymanie skarbówki przed sklepem mamy. Komunalne mieszkanie córki. Alkomat wskazujący zero promili. Za to wszystko można zapłacić. Zgodą na sprzedanie placu, wyburzenie kamienicy, połączenie spółek albo szkół, podniesieniem ręki za absolutorium, przystaniem na ulgę w po datku. Decyzje, które ważą na losach miasta, jakości życia w nim, są od lat podejmowane w oparciu o prywatny, osobisty zysk. I dlatego to miasto się, kurczy, biednieje, upada. Cofnęło się do ligi, którą inne podobnej wielkości miasta i o mniejszych walorach i potencjale, opuścili 20 lat temu.

Nie wiem, jak długo można mamić ludzi koncertami, bitwami na gąbki, jarmarkami, leżakami, lodowiskiem. Stan umysłowy i percepcja większości wskazuje, że długo. Gdy nie wiemy, jak zmniejszyć odpływ ludzi z miasteczka, skrócić kolejki do specjalisty, powstrzymać zadłużenie, ściągnąć inwestorów, zahamować wzrost czynszów, edukować mądrych a nie uległych, jak zbudować strategię na 10 lat i ją realizować, zredukować skażenie wody i powietrza, na to wszystko mamy jedną receptę – zapraszamy do miasteczka kolejnego artystę.