Młot na heretyków

W miasteczku powiatowym trwają wielkie przygotowania do godnego ustanowienia świętego patrona. Właśnie kilkunastoosobowa delegacja przytaszczyła relikwie (jakie to musiało być ciężkie, że tyle ludzi zostawiło swoje codzienne obowiązki, żeby pojechać do Padwy).

Jasełek pod pretekstem ustanawiania patrona w całej Polsce odbyło się już mnóstwo. Warto olśnić gawiedź i jednocześnie przyćmić, to co pokazali inni.

Wiem z wieloletniej obserwacji, jak ciężko jest jednocześnie dźwigać mandat radnego i oddawać się intelektualnemu wysiłkowi. Dlatego, by ulżyć władzy, pragnę wnieść wkład w oprawę tej jedynej w swoim rodzaju uroczystości, która nas czeka w czerwcu. Zwłaszcza, że publicznych pieniędzy na zorganizowanie jasełek, władze miejskie i powiatowe nie żałowały.

By efekt zaćmił wszystko, co dotychczas, proponuję wykorzystać efekt synergii. Po pierwsze, kulminacyjne wydarzenie zorganizować na pl. Kościuszki. Wszak, nie po to go remontowano, by wyłącznie składać i rozkładać na nim leżaki. Trawy nie trzeba malować, bo wszystko zabetonowane, ruinę można przysłonić siatką z reklamą, a Narodu zmieści się więcej niż na przykościelnym placyku.

Po drugie, należy wykorzystać zapał grup rekonstrukcyjnych, które od jakiegoś czasu namnożyły się i z powodzeniem odtwarzają – z dbałością o szczegóły – różnorodne zdarzenia historyczne w tym, z lubością bitwy i wojenne potyczki. Tym razem, bo zdarzenie ma wymiar duchowy i pokojowy, rekonstrukcja przeniosłaby nas w czasy średniowiecza, w których żył i słowo boże głosił św. Antoni.

Aktualna władza przybliża nas w szybkim tempie do średniowiecza. Ewolucja gatunków to brednie, ziemia jest płaska i ma 10 tys. lat, blastula jest poczętym dzieciątkiem zagnieżdżonym pod mamusi serduszkiem, a masturbacja to grzech. W tym trendzie, już wkrótce głównymi szkolnym lekturami będą żywoty świętych. Zamiast je czytać, a potem zakuwać na pamięć, można się ich nauczyć za pośrednictwem obrazu. I właśnie żywoty wybranych z epoki Antoniego świętych proponuję zrekonstruować podczas doniosłej uroczystości na centralnym placu miasteczka. W średniowieczu też w tych miejscach się odbywały.

Kogo wybrać? Lista jest długa. Może zacząć od św. Julii, która (nim zasłużyła na miano świętej) „za włosy wiele dni wisiała, palona była, rozciągana na czworo”? Potem mogłaby przez plac przemknąć św. Małgorzata w trzewikach, do których wbijała gwoździe. Jej przemarsz byłby widowiskowy bowiem, cięgle się biczując „oplatała się żelazną obręczą, powrozami i włosiennicą z grubymi supłami”. Frekwencję może podnieść historia św. Barbary, którą nago włóczono po mieście, św. Doroty, którą na pal nabijano ponoć po wielokroć, wreszcie św. Agaty (może do miasteczka przybędzie PAD z małżonką), której „piersi niewieście żelaznymi kleszczami targano”. Kościół średniowieczny z lubością opisywał te zdarzenia więc teraz lud, który ku średniowieczu winien się skłaniać, pewnie z ochotą obejrzy te widowiska.

Święty Antoni z Padwy zwany był młotem na heteryków więc zapewne przychylnym okiem spoglądałby na maltretowanie niewiast, które dzięki tym zabiegom stawały się świętymi. Na koniec, jeśli straż pożarna i sanepid, nie zaprotestują można by na placu ustawić stos i spalić na nim jakąś czarownicę. Myślę, że prawdziwi katolicy bez trudu wskażą kandydatkę.