Kandydat niezależny

Tak go kochali. Tak mu zaufali. Tak ich zjednoczył. A teraz prezio zakpił ze swoich wyborców w miasteczku powiatowym. Pewnie czują niepokój i rozgoryczenie. Są zagubieni? Powiatowy wódz przewodniej siły partyjnej w narodzie, zakłada własny komitet i z niego startuje na prezia. Zresztą, od dłuższego czasu partyjny szyld chował za plecami, gdzieś w okolicach d… i próbował wyśpiewywać gawiedzi pieśń o niezależności.

Mieszkaniec miasteczka, który ucieszy się z 300 zł na kredki, trampki i tornister, na kogo ma teraz oddać głos? Wszak nie wie, że to tylko efekt katolickiej miłości między preziem a niedoszłym zawodnikiem sumo o ambicjach wielkich jak on sam. Prezio jest fajny i jest preziem, ale jak przestanie, to Adrian go przygarnie. Ale co zrobią ze sobą halabardnicy od prezia? Wszyscy w pałacu się nie zmieszczą. A zemsta pisowska jest równie silna jak pamiętliwość Jaro, bo na niej uwarzona.

Prezio w końcówce kadencji hula bez opamiętania. Za pieniądze emerytek, nauczycielek, przedsiębiorców. Sławomir, Chylińska, kolejna spółeczka.

Lud zachwycony, że tyle w miasteczku się dzieje, a że miejsc pracy nie przybywa, płace nie rosną, smog zimą nie ustąpi, woda drożeje, ścieki drożeją, prąd drożeje, czynsz drożeje, namiastkę rewitalizacji szlag trafił.

Za tę niegospodarność następca rozliczy obecnego prezia, niezależnie od tego kiedy zmiana nastąpi. Jeśli tego nie uczyni, tzn. że będzie g… wart/warta.