Jeszcze o wyborach, czyli nie pozbyliśmy się sitwy

Do wyborów szłam z hasłem: trzeba rozmontować tomaszowską sitwę. To hasło przyciągało do nas tych, którzy uwierzyli, że miasto można uwolnić o układów, które nim rządzą i sprawiają, że nic tu nie toczy się normalnie.

Z drugiej jednak strony właśnie zapowiedź rozmontowania układu podziałała mobilizująco i solidaryzująco wobec tych, którzy układ tworzą. Nie wyobrażali sobie, by w Tomaszowie prezesem spółki mógł zostać fachowiec, a nie partyjny koleś, że nauczyciel może zaproponować uczniom realizację jakiegoś programu, którego wcześniej nie skonsultuje z dyrektorką szkoły, a ta z katechetą, że policji uda się zatrzymać prominentnego urzędnika starostwa i udowodnić, że jechał na podwójnym gazie. Ci, którzy funkcjonują w tym tyglu nienawiści, miernoty i wzajemnych powiązań nie znieśli myśli, że może być normalnie. Wszyscy: niemrawy miejski PSL, wściekły PiS, zakłamane PO i na koniec nic już nie warte SLD zwarło szyki, by tylko Agnieszka Łuczak nie przejęła władzy w tym mieście. Ironia losu sprawiła, że tylko ja, czyli „mniejszość” gwarantowałam powyborczą normalność.

aga kandydatkaPartyjnemu przymierzu kibicował i wiernie wspomagał Kościół. To największa miejska siła hamująca lokalną demokrację.

Księżom akurat się nie dziwię, że tak histerycznie bali się pani prezydent z tęczową bransoletką na ręku. Mieli pełną świadomość, że wraz z objęciem przeze mnie funkcji prezydenta skończy się ich panoszenie w urzędzie przy byle okazji, a uroczystości miejskie przestaną być opatrywane przymiotnikiem „religijne”.

Tylko Kościołowi zawdzięczać możemy, że miastu nie udało się wskoczyć na tory normalności. Odsunięto od władzy Kagankiewicza, Barańskiego, uległego Zagozdona, ale w miejsce poprzedniej sitwy natychmiast zawiązała się nowa. Wydawało się, że bardziej egzotycznej koalicji, jak ta z poprzedniej kadencji, czyli PiS+SLD z przewodniczącym PO na czele już być nie może. A tu niespodzianka! PO z PSL dogadało się z PiS. Mamy koalicję! W polityce wszystko jest możliwe – mawiają pseudopolitycy. Owszem, ale to tylko w naszej polityce, w której ludzie nie szanują żadnych wartości, dla których etyczne zachowanie to nic nie znaczący frazes, a partyjne programy są zapisane wyłącznie na papierze. W imię stołka, w imię utrzymania władzy i w imię dochowania układu, który gwarantuje, że będzie jak było, są w stanie zawrzeć pakt zawsze i z każdym.

Mamy więc kolejną sitwę. Ona będzie działała dokładnie tak samo jak ta stara, zmieniło się jedynie parę nazwisk. Ale właśnie te nazwiska zapowiadają zacieśnienie układu. Nie pozbyliśmy się sitwy.