Jak puszczalskie, nawalone ździry na sukces przerobić

Wodzu czyni wszystko, aby miasteczko powiatowe rosło w siłę, a gawiedzi żyło się dostatniej. Tymczasem jakaś stara ździra, suka jeb…a, dziwka, kurewna spod latarni, jednym słowem – szmata, rodzi w miasteczku powiatowym bliźniaki w upojeniu mając 2,7 promila alkoholu we krwi. Jeszcze jej cesarkę robią jakby posmarowała komu trzeba, a ona nawet nie polizała, bo kto by chciał, by taka go lizała.

Jak pamięcią sięgam, to w ostatnim czasie to już czwarte takie pomiotło, co z brzuchem napompowanym chlało i po pijaku urodziło, a media, zwłaszcza te szmatławe, brukowe – nie odpuszczą. O każdej takiej jednej napisać muszą, reportaż skręcą. I w świat przekaz idzie, że to w miasteczku pełnym sukcesów i szczęścia wszelakiego.

Na szczęście to się ukróci. Jest zamysł żeby takie ździry zamykać na specjalnych oddziałach. Wypiją flaszkę wódki, kufel piwa, kieliszek wina – wszystko jedno. Zamknie się taką za murem, za kratami. Brzuch im będzie rósł, a one sobie będą mogły co najwyżej posłuchać jak serduszko temu poczętemu bije pod ich serduchem. A jak już w końcu urodzi taka jedna z drugą, to kopa w dupę i niech sobie radzi dalej sama. Byleby ochrzściła.

Nikt nie będzie pytał czemu pije, chociaż zaszła. Czy wie, że alkohol szkodzi temu poczętemu? Ktoś jej to powiedział, nauczył? W szkole na wychowaniu do życia w rodzinie o tym było? A jeśli wie, to czemu zaszła? Chciała zajść? Marzyła o dziecku? Wie, że naturalnym pragnieniem każdej kobiety jest posiadać dziecko? No to, skoro pragnęła i zaszła to czemu je wódą truła? A może nie chciała zajść? Nie chciała, to czemu się nie zabezpieczyła? Nie umiała, czy nie było ją stać na antykoncepcję? Na religii szkolnej było o tym, że antykoncepcja jest wielkim złem, a jeśli już to zaufać naturalnym metodom i Panu Bogu? A jak w ogóle zaszła? Czy może ten co ją zapłodnił: mąż, konkubent, partner lub przypadkowy kochanek też chciał tego dziecka, czy sam napity i zamroczony uwalił się na niej wziął siłą, czyli zgwałcił i się stało? Dostała potem jeszcze od tego onego wpierdol za to, że w ciąży jest? A jak już zaszła, a nie chciała, to czemu nie przerwała? Religia jej nie pozwoliła usunąć, a pozwala chlać? Nie miała z kim o tym pogadać? A może nie znając własnego ciała i nie mając elementarnej wiedzy o fizjologii, póki bęben nie zaczął rosnąc, nie wiedziała, że w ogóle zaszła? Czy tylko nie mała na wycieczkę do Czech albo na Słowację z jednym noclegiem w hotelu? A ona wie, że pijany plemnik rokuje podobnie jak napęczniały od promili brzuchol?

I co teraz z tymi urodzonymi? Żyją? Zdrowe są? Jest im ciepło? Mają co jeść, lekarstwa i witaminy? Ktoś je przytula? Mają FAS? Bo jeśli mają, to do końca życia raczej na państwowym garnuszku zostaną i do żadnego zajęcia nigdy się nie nadadzą.

Całe mnóstwo pytań, których nikt nie zada. Niepotrzebne są, bo lepiej się ucieszyć Kartą Dużej Rodziny, która pozwoli całe stado tak poczętych i spłodzonych do kina i na basen zabrać. A sukcesem wodzu się na dodatek pochwali w narodowych, czyli jedynie słusznych mediach.

Sukcesów nigdy dość, więc już czas pomyśleć o tym, żeby to właśnie w miasteczku powiatowym, w którym wyjątkowo często pijane zdziry rodzą niewinne dzieciątka, utworzyć, a może nawet od początku wybudować ośrodek odosobnienia dla pijących ciężarnych. Znów o miasteczku napiszą. Tym razem pozytywnie. Kolega Adrian dojedzie, kamień węgielny wmuruje. Pieniądze da miasteczko, trochę odpali minister Błaszczak, a Macierewicz oddeleguje oddział obrońców terytorialnych do pilnowania  nadmuchanych żeby nie uciekały i pokątnie nie chlały. Amen.