Herb

Wiele lat temu zaproszona przez Teresę Zając do koncertu „Serce na dłoni”, przygotowałam skecz, w którym ważną rolę grał herb miasta wymalowany na sklejce.

Zamiast głów panny i niedźwiedzia wypiłowano otwory, w których pojawiały się głowy bohaterów skeczu. Ten herb wciąż istnieje. Jest fajną atrakcją Skansenu Rzeki Pilicy i przypuszczam, że setki, jeśli nie tysiące ludzi odwiedzających to miejsce, zrobiło sobie z nim pamiątkowe zdjęcie.

Nie zmienia to faktu, że w czasie, gdy herb „zagrał” w koncercie, jakiś lokalny głupek, w tym czasie radny – pytał publicznie czy nie doszło, aby do profanacji herbu miasta.

Dziś on i jemu podobni mogliby zadać to samo pytanie. Czy imieninowy tor może być ozdobiony panną z niedźwiedziem i  zjadany przez urzędników w godzinach pracy? Czy nie są obrażana czyjeś uczucia, gdy kawałek uda albo cycka panny z tortu trafia do ust dyrektorki lub młodszego inspektora?

Swoją drogą, jakie trzeba mieć nadęte ego, żeby na okoliczność imienin fundować podwładnym tort z herbem miasta.