Cień wielkiej góry

Być może powinnam skrobnąć coś o kolejnym miasteczku powiatowym, które próbuje przebić moje miasteczko, gdy tamtejszy prezio zamiast palnąć coś mądrego i tym samym dać nadzieję ludowi, powierza jedynie ów lud sercu Maryi, czy jakoś tak. I już nic nie musi przez następne pięć lat. Może powinno być o niezależnych wybrańcach, którzy przez miesiąc nie mogli zgodzić się, który z nich bardziej ważny, bardziej niezależny i przez to bardziej nadający się na prezia powiatowego? Tak się trudzili by to rozstrzygnąć, aż przybył ze stolicy policmajster, któremu udało się tym razem nie rozbić po drodze żadnej limuzyny i przywiózł w teczce rozstrzygnięcie. Fotka policmajstra z uszczęśliwionymi władcami miejsko-powiatowymi, którzy nie wiadomo który raz z rzędu ograli lud udając przez chwilę niezależnych, przejdzie do historii miasteczka. A może wystarczyłaby tylko beka, z Adriana umiejącego liczyć do dwustu, którego ego wypełniło pustawe lodowe trybuny, bo po raz kolejny przynieść chwałę koledze.

Wszystko to razem funta kłaków warte. Trwożę się za to, jaki los czeka teraz szkołę, której nikt nigdy nie kochał, na którą zawsze żałowano pieniędzy, troski i współczucia dla skrzywdzonych przez los, a czasem przez rodzinę dzieci. Ta szkoła zawsze uwierała. Nikt nie mógł się pochwalić, że jest jej uczniem i absolwentem. Nie było tam laurów sportowych, ani nawet dyplomów z olimpiad o życiu i twórczości JP II. Przez lata jej los wisiał na włosku, tak jak na włosku wisiał wciąż los jej wychowanków kolejnym preziom. Był czas, że szkołę uratowała… katastrofa tupolewa. Ale czy ta szkoła przetrwa katastrofę, która obecnie spadła na miasteczko?

Kojarzą być może nieliczni, że dla tej szkoły śmiertelnym zagrożeniem jest inna szkółka z porozwieszanymi na korytarzach płodami. Żadne modły i żadne argumenty tu nie pomogą. Wielki cień powyborczy nieuchronnie padnie właśnie tam.