Archiwa autora: agnieszka

Sen wariatki

Przyśniło mi się, że jestem prezydentką miasteczka powiatowego. Nadciąga czas kampanii wyborczej. Oczywiście mam zamiar ponownie ubiegać się o fotel w magistracie. Tak jak wszyscy poprzedni prezydenci, którzy rujnowali miasteczko, jestem skąpa, co oznacza, że nie lubię wydawać pieniędzy. Własnych.

W dodatku kilkoro lokalnych biznesmenów, którzy wsparli cztery lata temu moją kampanię, rozczarowało się moimi stylem sprawowania władzy i dali do zrozumienia, że nie mogę tym razem na nich liczyć. Pozostał tylko jeden chętny, ale on daje co kampanię (na wszelki wypadek) każdemu kandydatowi, niestety, niewiele.

Co zatem czynić, by wygrać? Trzeba mieć plakatów i banerów więcej niż wszyscy pozostali kandydaci (i kandydatki) razem wzięci, a to oczywiście kosztuje. Opłaca się jednak znakomicie, bo ludność nie słucha, nie czyta, nie analizuje, nie wyciąga wniosków, nie pyta, a co najważniejsze – nie pamięta. Za to patrzy i widzi. A potem głosuje.

Moja strategia na tegoroczną kampanię jest następująca. Każda dyrektorka szkoły i przedszkola będzie miała obiecaną na Dzień Nauczyciela nagrodę za trud. Akurat wpadnie im do kieszeni w trakcie kampanii. I każda oddzielnie wydrukuje takie dwustronne uloteczki (wzór dostaną, żeby czegoś nie spaprały). Z jednej strony z moim dużym zdjęciem, a po drugiej z osobistym i żarliwym wsparciem mojej osoby.

Listę tych, którzy dostali w ostatnich trzech latach robotę w spółkach komunalnych ze szczególnym uwzględnieniem wiceprezesów/wiceprezesek i prezesów/prezesek, mam gotową. Im też należą się solidne premie. Tych premii starczyć musi na setki metrów kwadratowych banerów. I niech szukają miejsc, gdzie je powiesić, tak by zaraz po wyborach nie trzeba było tego ściągać. Niech sobie skorelują te metry kwadratowe z pensjami, które będą brać przez kolejne pięć lat. A jak któremuś, którejś starczy na długopisiki z moim imieniem i nazwiskiem albo jakiś inny drobiazg z moim wizerunkiem, to tym lepiej dla ich posad. Zanim się obudzę, muszę tylko wyśnić, kto zapłaci za koncert, na który oczywiście też przybędę i podziękuję artystom, że tak wzruszyli ludność miasteczka.

Myślicie, że to sen wariatki? No to do zobaczenia w realu. We wrześniu.

Na sport – miliony, na biedę – co łaska

W miasteczku powiatowym przez lata powstawały jedne po drugich hale sportowe, boiska, baseny, ostatnio siłownie, hala lodowa, a teraz jeszcze będzie ośrodek rekreacyjny nad Pilicą. Wszystko dla silnych, zdrowych, sprawnych, głównie mężczyzn i chłopców. Z dużym wysiłkiem, ale zawsze znajdowały się na to pieniądze. W budżecie miasta, z unijnych środków, z kredytów bankowych, z pożyczek w województwie. W końcu zawsze się udaje. Można odtrąbiać kolejne sukcesy.

Teraz patrzę jak zwykli ludzie angażują się i mobilizują, by wspólnym wysiłkiem uzbierać grosz do gorsza i wybudować hospicjum. Przy okazji próbują się na tym podlansować różni, wciąż ci sami, miasteczkowi politycy. Od razu widać, kto się szykuje do jesiennych wyborów.

Parę miesięcy temu wyposażenie do Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego, żeby odchodzący z tego świata ludzie nie gnili na rozpadającym się żelastwie, ufundował i podarował obrzydliwy Owsiak.

Na biednych, schorowanych, starych, zdanych na innych – pieniędzy w tym miasteczku nie było i nie ma. Z odrazą i pogardą patrzę więc na kolejnych rządzących tym miasteczkiem. Robię to z coraz większą odrazą i z coraz większą pogardą.

I tylko tym, co rozumieją słowo pisane przypomnę, że powstające hospicjum jest prywatnym przedsięwzięciem.

I znów orkiestrowy rekord w miasteczku

Naród w miasteczku powiatowym, to jakiś porąbany jest. Władza miejsko-powiatowa daje przykład żeby omijać wielkim łukiem WOŚP. Główny wódz i drugi wódz, a za nimi posłuszny dwór, nie dają fantów, nie wspierają, nie zauważają. Tymczasem naród znów ustanowił rekord i zebrał tym razem w miasteczku, w którym najniższa krajowa jest wiodącą wypłacaną kwotą  wynagrodzenia za świadczoną pracę – ponad 178 tys. zł!

Tym samym naród podziękował Owsiakowi za ujmowanie cierpień ludziom w zakładzie do przechowywania ludzi, powszechnie nazywanym hospicjum, bo i tam w poprzednim roku trafił sprzęt od Owsiaka. Władza tego nie raczyła zauważyć, o podziękowaniu nie wspominając.

Ciekawe, jak kalkuluje łysa głowa wyborczym roku. Czy jej się równoważy wynik orkiestry w miasteczku powiatowym z wywaloną w kosmos halą lodową, zbudowaną na własną chwałę i nieszczęście podatników? Wódz oczywiście wie, że dumni z hali dają też Owsiakowi i póki się nie połapią, że jedno nie pasuje do drugiego, można żywić nadzieję na reelekcję.

Jednak część bogobojnych, która nie wstydzi się i nie boi wrzucać złotówek do kolorowych puszek, robi to w odwecie za marginalizowanie miasteczka, odcinanie od Europy, spychanie w objęcia kleru. Jak widać ta ekipa wciąż rośnie.

 

 

Damski bokser

Ponoć radny z miasteczka powiatowego pobił klubową koleżankę nie-radną. To, że radny uderzył, jakoś mnie nie dziwi. Znam go od dawna i mam za niezrównoważonego. To, że koledzy radni i nie-radni nie potępiają publicznie jego zachowania, że nie piętnują i nie odwracają się do niego plecami, też mnie nie dziwi, bo koledzy w miasteczku powiatowym to sitwa kolesiów, która od lat się wspiera i ma się z tym dobrze.

Dziwi, że pobita/uderzona koleżanka siedzi cicho i nie ma odwagi wnieść oskarżenia. Parę miesięcy temu była na Kongresie Kobiet i tam mogła się dowiedzieć wiele o przemocy wobec innych kobiet, do czego ona prowadzi, jak kobiety są traktowane, ile jest nieszczęścia i krzywdy wokół w związku z tym i co należy z tym robić. No, ale może koleżanka więcej biegała po korytarzach za znanymi z TV osobami żeby zrobić z nimi focie na FB, niż słuchała merytorycznych wystąpień.

Oczywiście przychodzi do głowy pytanie, czy radny, który nie potrafił utrzymać łap przy sobie i użył siły fizycznej wobec obcej kobiety, nie podniósł nigdy wcześniej tej samej łapy na „swoją” kobietę? A jeśli tak, to czemu ta żona siedzi cicho i nie zgłasza faktu, że mandat zaufania sprawuje człowiek niegodny tego, by sprawować publiczną funkcję?

Ile w miasteczku powiatowym żon panów radnych dostało kiedyś w twarz, zasłaniało się przed ciosami, chowało przed kopniakami w łazience? Ile razy we własnych domach i mieszkaniach stawały się ofiarami gwałtu? Przemoc fizyczna zazwyczaj poprzedza i idzie w parze z przemocą seksualną. Przykład dała Karolina Piasecka, bita, maltretowana, zastraszana przez męża, radnego PiS. W końcu przełamała i strach, i wstyd. Wyczyny katolickiego troglodyty poznała cała Polska.

Dlaczego godzą się na rolę ofiar, poniżanych i dręczonych? Do przemocy, o których była mowa wcześniej, dochodzi jeszcze przemoc ekonomiczna. Ona, bez niego nie utrzyma siebie i dzieci, on choć niszczy ją i jej życie, zapewnia utrzymanie, daje lub wydziela pieniądze na dom, rodzinę. Bez niego jest nikim. On zresztą jej to powtarza.

Właśnie w miasteczku powiatowym pojawiła się okazja, by pokazać, że na przemoc wobec kobiet nie ma przyzwolenie, choć jest obecna i używają jej mężczyźni, którzy chcą być postrzegani przez ogół jako prawi, szlachetni, uczciwi, godni zaufania.

Koleżanka nie-radna nie ma siły wystąpić przeciw obłudzie? W końcu znajdzie się taka, która siłę w sobie znajdzie.

 

Święte oburzenie

Wjeżdżam do miasteczka powiatowego i już na głównej ulicy jestem struta. Dusi mnie zadymione powietrze, choć w mieście (są już?) 44 sensory do monitorowania jego jakości. Na tej samej ulicy na płocie wielki baner. Wszystko co na nim napisane to prawda, ale jednak  otrzymujemy propagandowe kłamstwo.

„Budujemy hospicjum w Tomaszowie”. Baner takiej treści wisi na kościelnym płocie. Kto buduje hospicjum? Ano lud tomaszowski często nie zdając sobie sprawy, że buduje. Nie tyle buduje, co finansuje. Lud oddał miejską działkę pod budowę. Lud zgodził się, że za działkę nie będzie odprowadzanych podatków. Teraz lud składa się na budowę hospicjum, które w miasteczku powiatowym powinno działać od wielu lat. Budową zajmie się fundacja, specjalnie w tym celu powołana.

Co ma z tym wszystkim wspólnego gmaszysko za płotem, na którym zawisł baner? A no nic. Oprócz tego, że biali panowie z nadwagą w czarnych kieckach będą chodzili do hospicjum z ostanią posługą i wpadnie do kiesy z tego tytułu jakiś grosz.

Oni hospicjum nie budują, ale chętnie o tym informują. Bo baner na płocie to niewerbalny przekaz, że ci za płotem maja z budową coś wspólnego. Tymczasem sprzęt znów ufunduje obrzydliwy Owsiak albo jakiś inny zacny sponsor.

Owsiakowy sprzęt w Zakładzie Pielęgnacyjno-Opiekuńczym kosztował trochę ponad 250 tys. zł. Porche czy mercedes proboszcza z Kasiny Wielkiej 300 tys. zł.  Jakieś święte oburzenie?

 

Nowoczesna Lubnauer

Katarzyna Lubnauer została przewodniczącą .N. Miałam okazję poznać nową przewodniczącą podczas kampanii parlamentarnej. – Już czas nauczyć się mojego nazwiska – rzuciła w czasie jednej z pierwszych konferencji prasowych przed wyborami do dziennikarza, który miał problem z jego poprawnym wymówieniem. Mała próbka charakteru posłanki Lubnauer.

Nauczycielka akademicka, matematyczka, ścisły wyćwiczony w rozwiązywaniu zadań umysł. To przekłada się na to, że Lubnauer szybko myśli i analizuje. Jest konkretna, pragmatyczna i stanowcza. Ze względu na refleks i opanowanie świetnie radzi sobie z mediami. Te zalety sprawiły, że szybko stała się jedną z nielicznych rozpoznawalnych twarzy .N.

Katarzyna Lubnauer, to wg mnie solidna, pracowita, a przede wszystkim uczciwa osoba. Moje doświadczenie mówi, że uczciwość w polityce nie jest zaletą, ale dla mnie to sprawa kluczowa. Pod jej przywództwem – mam nadzieję .N – stanie się rzeczywiście nowoczesna, skręci na lewo, a być może ostatecznie przyciągnie ku sobie nowe środowiska i… po raz kolejny zmieni (nieco) nazwę. Ale to jeszcze nie ta chwila. Poza tym nowa przewodnicząca będzie twardą negocjatorką. Negocjacji, a nie knucia opinia publiczna potrzebuje jak tlenu.

Lubnaur była inicjatorką akcji „świecka szkoła”, jest za liberalizacją obecnego prawa zakazującego aborcję. Już jako posłanka, pokazała się na Paradzie Równości. Mam ogromny szacunek dla Kamili G-P, ale wybór Katarzyny na przewodniczącą jest na tę – niezwykle trudną dla opozycji parlamentarnej chwilę – korzystniejszy. Chciałabym by w przyszłości, gdy pozbędziemy się pisowskiego nieszczęścia, Lubnauer została ministrą oświaty albo szkolnictwa wyższego, czego życzę nie tyle sobie, co wszystkim tym, którzy marzą, by ich dzieci i wnuki otrzymały w szkołach solidny kapitał w postaci wiedzy i wychowania.

Piszę o wyborze Lubnauer, choć w tym miejscu zajmuję się z reguły losami miasteczka powiatowego. Ale jedno z drugim, niestety się wiąże. Co uważniejsi mieszkańcy miasteczka dostrzegli być może, bo większość pewnie nie, że mniej więcej półtora miesiąca przed tym, jak Katarzyna Lubnauer została przewodniczącą .N z miasteczka zniknęło jej biuro poselskie. Miasteczko, jakoś tak na własne życzenie nie potrafi zadbać o to, co być może daje perspektywy na przyszłość, jest kapitałem do wykorzystania, ale za to wgniata w glebę cennych ludzi.

Dlaczego Lubnauer zwinęła w miasteczku swoje poselskie biuro? A dlaczego ja sama uciekłam z miasteczka?

Szczytowanie w miasteczku powiatowym

Trwa szczyt klimatyczny w Bonn. Podczas szczytu samorządy lokalne i regionalne mają swoją osobną przestrzeń i program. M.in. realizują globalne Porozumienie Burmistrzów w sprawie Klimatu i Energii. Jest w nim 7494 miast i lokalnych samorządów z 6 kontynentów reprezentujących 680 milionów ludzi. Podpisali zobowiązanie realizacji celów klimatyczno-energetycznych na swoim terytorium. Porozumienie jest unijnym organem doradczym, w którym zasiadają również przedstawiciele samorządów z Polski. Wśród 6894 miast europejskich są 64 miasta polskie. Od Warszawy przez Częstochowę, Gdynię i Słupsk po Miastko, Pelpin, Kolno. Zgadnijcie, czy jest w tej grupie miasteczko powiatowe? Zgadliście.

W miasteczku powiatowym cele klimatyczno-energetyczne propaguje się poprzez sensory i oczywiście, jak wszystko inne, żarliwą modlitwę do świętego patrona.

 

 

Miasteczko na sensorach

Czterdzieści sensorów monitorujących stan powietrza w powiatowym miasteczku. Interesujący projekt zważywszy, że pieniądze inwestuje Zakład Gospodarki Ciepłowniczej, który powinien wydawać kasę na coraz lepsze i bezpieczniejsze dla mieszkańców instalacje grzewcze. Pomysł na monitorowanie stanu powietrza – wydaje się przedni, choć to nie ZGC jest największym trucicielem powietrza w miasteczku. Na razie spółka chwali się, że to będzie najlepiej zmonitorowane miasto na świecie. Po co od razu aż tak? Chyba wyłącznie dla efektu PR-owskiego. Czy konieczny jest monitoring całego miasteczka? Wiadomo, że są obszary, gdzie zapylanie jest wyjątkowo wysokie, ale i takie, gdzie praktycznie go nie ma. Czyż nie było racjonalniej zakupić połowę z tego, co zaproponowała firma od sensorów? Ktoś, kto zna miasteczko bez pudła wskaże miejsca, gdzie konieczne są te czy inne czujniki. A jedno z takich miejsce to z pewnością osiedle, na którym mieszka prezio. – Inwestujemy w sensory jakości powietrza, które pozwolą poprawić komfort życia mieszkańcówpalnął prezio. Niech jeszcze doda, że będzie monitorować, jak ścieki z szamb wpadają do zalewu i dzięki temu woda, którą pije się w miasteczku staje się czystsza. Prezio szanuje intelekt mieszkańców miasteczka na równi z partyjnym kolesiem Błaszczakiem. Ten też  sypie idiotyzmami w dowolnych ilościach.

Koszt zainstalowania sensorów to ok. 80 tys. zł. Potem każdego roku trzeba będzie wydać prawie 40 tys. zł na ich obsługę. A sensory mogą w końcu prezia pogrążyć. Bo jak już pojadą po równiutkich uliczkach miasteczka hybrydowe autobusiki z wi fi i się okaże, że powietrze zatrute jest, jak było, to będzie trochę żal, że 60 mln zł wyrzucone w błoto. Na szczęście to nie własne tylko wspólne pieniądze, czyli niczyje. Można szastać.

 

 

Pytających i czytających informuję.  Aktywność publicystyczną uprawiam wyłącznie w tym miejscu: www.agnieszkaluczak.com.pl

Od wielu miesięcy nie zamieszczam tekstów w prasie papierowej, ani na żadnym portalu internetowym.

Owsiak w pisowskim bagnie

Jest takie miejsce, w miasteczku powiatowym, do którego nikt z własnej woli i dla przyjemności nie zagląda. To się nazywa zakład opiekuńczo-pielęgnacyjny. Już w samej nazwie tkwi sprzeczność i ironia. Zakład kojarzy nam się z produkcją, załogą, bezosobowym cyklem wytwarzania czegoś dla zysku. W zakładzie nie ma miejsca na czułość, opiekę, troskę i pielęgnację.

No więc na to zaniedbane, niedoinwestowane i pomijane miejsce spadło niespodziewane szczęście. Nie za sprawą prezia od zdrowia, co zarabia kilkanaście tysi, nie za sprawą rozmodlonych, rozkochanych w Panu radnych – prawdziwych katolików, nie za sprawą pań i panów w białych kitlach, co składali przysięgę Hipokratesa, ale za sprawą starej, zrzędliwej baby o nawykach wiecznej dyrektorki, manierach powszechnie uznawanych za dziwactwa i natręctwa. Baby, która nie ma nic wspólnego z białym mężczyzną w czarnej sukience, ale jednak za sprawą której dziesiątki starych ludzi żegnało ten świat godnie, a przynajmniej godniej, bo to ona ujmowała im cierpienia, zabiegała, by w ostatnich chwilach mieli ciepło, nie czuli bólu i obojętności.

Za sprawą tego starego, upartego babska do zakładu trafiło kilkadziesiąt profesjonalnych łóżek, szafki, wyciągi, wózki inwalidzkie. Mało nie brakowało, a zamiast materaców przeciwodleżynowych, na których zalegają ci co już nie wstają i nie chodzą, przywieziono by bieżnię do biegania w miejscu. Litościwie milczeniem pominę jednak tego/tą idiotę/idiotkę, co wpadł na taki pomysł. W każdym razie łóżka mają odpowiednie materace i komuś mogłoby się wydawać, że wszyscy są z tego powodu dość szczęśliwi.

Nic bardziej błędnego. W normalnym miasteczku władza, czy to miejska czy powiatowa powinna ze szczęścia szczać po nogach, bo całe to dobrodziejstwo nie kosztuje ich ani złotówki. No trochę trzeba wydać na jakieś remonciki, żeby ślniący, nowiutki sprzęt lepiej się prezentował, ale opękają. No, ale to nie jest normalne miasteczko tylko pisowskie miasteczko powiatowe.

Radości powszechnej zatem nie ma. Personel musi się nauczyć tego obsługiwać. Administracja musi to wszystko zinwentaryzować, opisać, a z tym roboty co niemiara. Najgorsza jest jednak zupełnie inna kwestia. Otóż cały sprzęt wjechał do pisowskiego miasteczka jako dar od Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka. No nie idzie się z tego, ku… ucieszyć. Nawet nie da się lansu wykonać. Pierwszą lepszą hulajnogę ksiądz przyjdzie i pokropi, a tu tona sprzętu warta miliony i obyło się bez pokropku.

Gdyby Owsiak był małostkowy i nie miał poczucia humoru, jak większość smoleńskiego plemienia, to by tych skarbów do powiatowego miasteczka nie przytargał. A jednak ma facet klasę. W przeciwieństwie do głównego prezia w miasteczku. Ten Prezio nawet nie zauważył, że tyle łóżek, materacy i wózków to mniej cierpienia, choroby, rozpaczy. Ten target się nie liczy, bo on już nie łazi i w większości nie kontaktuje więc wyborczego pożytku z niego nie ma. Lepiej władować kasę w koncert Bajora, bo ci co przyjdą poklaskać Bajorowi rokują, że dowleką się też do urny.

Prezio ma szczęście, że Owsiakowi na razie Nobla nie przyznali. Gdyby tak się stało, to owsiakowych wózków, łóżek i materacy nie dałoby się nakryć lodową areną. A tak jest arena i jest prawdziwa radość.