Miesięczne archiwum: Luty 2019

Lepiej od Biedronia

Dziś będzie w innym tonie niż zazwyczaj.

Gdyby Biedroń przeczytał choćby tytuł, już by zastrzygł uszami. Na szczęście nie ma teraz czasu na takie głupstwa. Ale w miasteczku powiatowym ten tekst powinni niektórzy poczytać bardzo uważnie. Zwłaszcza dwa środkowe akapity. Szczególnie zasapani działacze z nadciśnieniem, którzy na razie jeszcze nie pojmują, na czym polega zastrzyk energii, jaki do polityki niesie Wiosna. Upoconym, powiatowym wodzom wypłukanym z inicjatyw, energii i wizji potrzebny jest na dziś wyłącznie wróg, by mieli kim straszyć lud. Mając w ręku wszystkie zabawki i pełnię władzy oraz sztab sługusów na samorządowych posadach i nie potrafiąc jednocześnie tej władzy zamienić w budowanie ani lepszego dnia dzisiejszego, ani przyszłości dla tych, którzy zostaną w miasteczku. Rządzenie strachem to najsłabszy i najbardziej ułomny ze sposobów sprawowania władzy. Intelektualna pustka, służalczość wobec kleru i nieustanne napuszczanie jednych na drugich.

Biedroń pracował nad swoim projektem od trzech lat. A jak on się na coś uprze, to to ma. I tak jest i tym razem. Jego skuteczność bierze się z energii, kondycji, wiedzy, inteligencji, determinacji i pracowitości. To jest wszystko to, czego brakuje od lat politykierom powiatowym. Ale oni są u władzy tu i teraz i myślą tylko o tym, jak to tu i teraz utrzymać. Tymczasem Wiosna, poza furą fanatycznych wyznawców Biedronia, to również garstka chłodnych, analitycznych umysłów. Ludzi, którzy znają co najmniej Europę. Wiedzą, jak ma wyglądać nowoczesny świat. Instytucjonalny, ale również ten za ścianą, po drugiej stronie ulicy. I nie boją się tego głosić, bo wiedzą, że prawda jest po ich stronie.

Koalicja z Wiosną będzie dla pozostałych koalicjantów szokiem. Nawet jeśli sam Biedroń nie będzie premierem, to negocjacje nie toczące się wokół stołków, ale koncepcji, strategii, projektów ustaw i konkretnych rozwiązań systemowych sprawią ogromny trud współkoalicjantom. Bez Wiosny ten sojusz nie odpali, a wymagania Wiosny będą zatrważające. Bo nie da się Wiosny ani zastraszyć, ani usatysfakcjonować posadami dla działaczy i kolesiów. We Wiośnie nie ma ani działaczy, ani kolesiów i ten (nie)układ jest nie do ogrania.

Oczywiście partia jest partią. I tam przedrą się podjarani testosteronem, żądni władzy chłopcy, a pewnie i dziewczynki, choć one akurat nie na testosteronie. Oni się szybko wypalą, bo będą ścigać się o stołki, a to jest bieg o ponderabilia. Po prostu inna kategoria. Prawa kobiet, odpolitycznienie stanowisk wymagających wiedzy i kwalifikacji, świeckie państwo, odejście od węgla na rzecz zielonej energii, itd., itd. To nie są tylko hasła. To są postulaty, które trzeba będzie zapisać w ustawach i rozporządzeniach, a następnie wprowadzać w życie i monitorować, żeby utrzymać tę koalicję.

To nie zadziała z dnia na dzień, ale elektorat Wiosny, to zapewne najbardziej wyedukowany i świadomy na dzień dzisiejszy elektorat polskich, politycznych bytów. Na populizmie się nie skończy. Od niego trzeba było zaledwie zacząć.

Czy nie mam wątpliwości? Mam. I to spore. Najbardziej boję się tego, że jeśli Biedroniowi i Wiośnie się nie uda, to lewica nie przedrze się do władzy przez kolejnych 10 lat, a to oznacza katastrofę dla tego kraju, jeśli oczywiście w tym samym czasie nie zmiecie nas globalna katastrofa, co też jest wielce prawdopodobne.

Mam wątpliwości, co do samej nazwy. Jedno słowo – jasne. Wiosnę można odmieniać na wszystkie sposoby, łączyć w pozytywne slogany i skojarzenia. Jednak samo granie rzeczownikiem i wiosennymi przymiotnikami może się szybko znużyć i nieść oskarżenia, że to wciąż tylko słowne gierki. A niefortunna zbitka, której twórcy nazwy chyba nie przewidzieli, to start ugrupowania w momencie, gdy wciąż trwają (i pewnie szybko się nie skończą) zawirowania wokół Wiosny od Szlachetnej paczki.

Zagrożeniem jest też sam Biedroń, a raczej jego narcyzm i bezwzględne podporządkowanie wszystkiego i wszystkich jednemu celowi.

Na koniec nie popiszę się skromnością i stwierdzę, że mimo popularności i sukcesów jakie są udziałem Roberta, to ja byłabym lepszą prezydentką niż on prezydentem. Miasto wymaga doglądania, cierpliwości i bycia w nim w każdym trudnym momencie. Słupsk nie był celem Biedronia, a tylko szczebelkiem do dalszej, ambitnej drogi. Być może nie ma w tym nic złego, zwłaszcza, że miasto zostawił – wydaje się – w dobrych rękach. Ale rozczarowanie, pozostaje, a w ślad za nim, obawa, że scenariusz może się powtórzyć.

 

 

 

Wiosna idzie

Straszyliście lud lesbijką, która mogła rządzić miasteczkiem powiatowym. No to teraz szykuje się wam premier kraju – gej. I jak obronicie lud przed tą sodomą? Modlitwa wystarczy? Panie Leszku, panie Mariuszu, panie Marcinie, panie Mirku. Na kolana i klepać zdrowaśki.

Że spoko i kupa śmiechu? No to zobaczycie za 10 miesięcy.