Miesięczne archiwum: Maj 2018

W mętnej wodzie hipokryzji

Polityka krajowa jest nieprzewidywalna. Zaatakowane kolano plus bezmyślnie pazerne zmiany ordynacji mogą wywrócić kraj. Tymczasem polityka w miasteczku powiatowym przewidywalna jest jak najbardziej. Wyznawcy smoleńskiej religii już się zjednoczyli, o czym pisałam, że się stanie, miesiąc temu. Podobno, zgodnie z przewidywaniami, nowoczesny sojusz wspólnie nie dociągnął w przyszłość i rozwalił się zanim uklepano listy.

Słupki krajowej lewicy drgnęły w górę. Pan w żółtym sweterku zapewnia, że będzie coraz lepiej więc i prowincjonalni wędkarze poczuli, że ryba będzie brać. Wraz z nimi do mętnej wody chcą wskoczyć dziewczynki w białych bluzeczkach, które dwa lata temu rozwaliły na dole to, co dziś rozwala ich góra. Znając ich krwiożerczość nie zdziwię się, gdy dzisiejsza wędka zamieni się w rybę. Strategia budowana na przekonaniu, że skuteczność w polityce opiera się wyłącznie na poziomie męskiego testosteronu nie ma co prawda nic wspólnego z nowoczesnością, ale w miasteczku powiatowym sprawdza się nadzywczajnie. Czy białe bluzeczki łykną wędkarzy? A co mają do stracenia?

A teraz z innej beczki. Przez lata koncert z sercem w tytule odgrywany był w piąteczki, po tygodniu ciężkiej pracy, by ci co się w trakcie ochlają, mogli w sobotę dojść do siebie. Tym razem śpiewano i grano dla siebie i dzieci w czwartek. Pewnie dlatego, że już w niedzielę pomaszerował ultrakatolicki marsz dla życia i rodziny z mnóstwem atrakcji takich jak msza święta i nabożeństwo majowe oraz tańcami dla człowieka, który od 13 lat nie żyje. I tylko pytanko się ciśnie na usta. Czy podczas jednego lub drugiego świętowania, ktoś się zająknął na temat losu ludzi niepełnosprawnych i ich opiekunów, którzy od ponad miesiąca okupując sejm walczyli o swoją godność? Jakiś gest solidarności? No było coś o tym, czy tylko śpiewano i się modlono?

Kołalicje czas montować

Czy są w miasteczku powiatowym ludzie, którzy pamiętają odległe czasy sprzed czterech lat? Dzięki wyborcom, którzy powtarzają, że polityka ich nie interesuje i nie mają na kogo głosować, i w związku z tym nie idą do wyborów, mieliśmy egzotykę na skalę krajową. Wódz z peło stanął na czele opozycyjnej koalicji lewaków z prawakmi. Stał się tym samym opozycją dla samego siebie jako wodza i dla swojego peło w szczególności. Fantastycznie mu poszło w tym układzie. Zmarnował najlepszy ośrodek wypoczynkowy w centrum kraju, rozwalił całkiem dobrą szkołę wypuszczającą absolwentów, dla których była robota. Wywalił na skraju miasteczka halę sportową, dla garstki fryzjerek co nie lubią wuefu, a za to dzięki niemu jazda na rowerze okazała się najkosztowniejszą rozrywką w okolicy. Było minęło, ale przed nami znów czas wyborów.

I znów szykuje się egzotyczna koalicja. Tym razem koalicji nowoczesności z lewactwem przewodził będzie gość, którego obecny guru słyszy krzyki zamrożonych blastul. I jeden, i drugi pożegnali się jakiś czas temu z peło, żeby być w końcu razem. Do tej brygady dokleją się jeszcze sieroty po byłym preziu, który już nic nie znaczy, a który mógł miasteczko wyprowadzić z politycznego piekiełka, ale mu się nie chciało.

Co ma poprzednia koalicja do obecnej, jeszcze nieformalnej? Wodza! Wciąż tego samego! Który tym razem wszystko tak montuje, żeby koniec końców poprzeć obecnego prezia i samemu znów wpaść na powiatowy fotel.

Jak ktoś w miasteczku powiatowym nigdy nie bytował, to bez flaszki wódki nie zrozumie tego, co się tu dzieje i tego, co tu napisane.

PS Pomyliłam się nazywając powiatowy sojusz wędkarzy z ministrantami lewactwem. Lewacy to światli, otwarci i nowocześni ludzie. Tymczasem w miasteczku powiatowym szyld sojuszu oznacza wyłącznie kurs do koryta.