Miesięczne archiwum: Marzec 2017

Uliczna patronka

Gdyby miasteczko powiatowe chciało być mniej powiatowe, a bardziej metropolitarne, to ustawie dekomunizacyjnej pokazałoby wyprostowany środkowy palec. Polegałoby to na tym, że ulica Oskara Langego nazywałaby się ulicą Oskara. Kropka.

Uniknęlibyśmy przy okazji farsy z typowaniem nazw ulic przez dwudziestoosobowe gremium i głosowania przez naród. Przy okazji zastanawiam się, czy dożyję czasów, gdy – bez pisowskiej zaciekłości i triumfalizmu – za to z pokorą, wręcz z pewnym zawstydzeniem, będą zdejmowani z szyldów Lech Kaczyński i małżonkowie Kaczyńscy, bo że tak się stanie, to pewne.

Nie sądziłam, że patronką ulicy zostanie Wanda Panfil. Duże zaskoczenie i ambiwalentne odczucia. Z jednej strony wystawianie pomników za czyjegoś życia, to spore ryzyko. Wielu znawców tematu w tym historyków mówi, że to zbędny pośpiech, a wielkość jak jest wielka, to się sama obroni. Upływ czasu tylko gruntuje ten stan. Nie znam Wandy Panfil. Podziwiam jej sportowe osiągnięcia, wytrwałość. Skoro zdecydowała się uczestniczyć w „ulicznym plebiscycie”, to znaczy, że jej ego dorównuje rozmiarem dystansowi, na którym biegała. Współczuję, że, by nadal funkcjonować w tym co lubi robić, musi wspierać władzę, w dodatku tę, która tak gardzi kobietami. Przypomnę w tym miejscu, że do 1967 r. mężczyźni zabraniali kobietom biegania w maratonach. Później też by zabraniali, ale pewna Amerykanka, Kathrine Switzer, ukryła imię pod literką K. twarz w kapturze, pobiegła, przebiegła i tak już zostało. Dzięki niej Wanda Panfil i inne, kobiety biegają w maratonach, a panowie mogą się z nimi fotografować.

Z drugiej strony, uczynienie patronką ulicy kobiety (jedynej w zestawie) to znak, że mieszkańcom miasteczka powiatowego brakuje niewiast w przestrzeni publicznej. Ostatni raz patronką ulicy w tym mieście została kobieta jakieś 40 lat temu. Było to najprawdopodobniej w 1981 r., a ta kobieta, to tomaszowska poetka Teresa Gabrysiewicz-Krzysztofik.

Napiszę nieskromnie, że mam niejaki udział w podnoszeniu świadomości w dziedzinie braku kobiet w życiu społeczno-politycznym. I tym samym jakiś drobny udział w tym, że ulica otrzymuje patronkę nie patrona.

Macie się nad czym zastanawiać panowie przekonani, że męską hegemonia jest wam dana raz na zawsze.

Właśnie leci kabarecik

Z powodu pozbycia się kilka lat temu domowego telewizora dopiero teraz w internecie obejrzałam powrót „Powiatowej” ze szczytu UE w Brukseli. Wracała z tarczą witana wiąchami kwiatów przez swoich z Jaro na czele.

Patrzyłam na tę scenkę kilka razy. Nie mogę uwierzyć, że oni tak naprawdę. Pan Janeczek, pan Piotruś, panna Basieńka, Turecki. Wszystkie te postaci z „Kabareciku” Olgi Lipińskiej teraz, jak żywe. Dobra, „gorszy sort” rozdziawia gęby od roku i pięciu miesięcy, ale co z wyznawcami pisowskiej religii?

W miasteczku powiatowym jest ich w nadmiarze. Niektórzy ukończyli jakieś szkoły i potrafią ze zrozumieniem czytać. Oznacza to, że w życiu kierują się cynizmem i konformizmem, albo nie mieli już siły znosić biedy i są tam gdzie są, pomimo że moralne wybory wskazują zupełni na coś innego.

Jak się teraz czują? Nie zapala im się jakieś czerwone światełko? Nie czują, że czas już opuścić piaskownicę? Jak tam pisowskie panie nauczycielki znoszą niepohamowany niczym upór pani Zalewskiej? Jak panie pielęgniarki rozmawiają ze swoimi córkami i koleżankami o tabletce ellaOne po tym, jak pan Radziwiłł zdecydował, że ta będzie na receptę? Wiecie, że za dwa lata będziecie musieli zapieprzać na wynik Saryiusza-Wolskiego, na którego do tej pory pluliście?

No dobra, to wszystko pikuś. Wobec tego, że wasze córki i synowie mogą już nie jeździć do wrogiej UE. Że wasz wódz robi wszystko byśmy stali się rosyjską republiką. Nie czujecie, że wam się zaciska pętla na szyi?

A jak w końcu ta ekipa z „Kabareciku” zaplącze się w sznurówki, to jak będziecie żyć w tym miasteczku powiatowym? Wiem, liczycie na to, że sitwa was obroni.

Po 8 marca. Jesteśmy wkurwione

Tytuł zaczerpnęłam z przemówienia Joanny Jaśkowiak, żony prezydenta Poznania, która zabrała głos podczas strajku kobiet z okazji 8 marca. Oto kilka faktów i refleksji po tomaszowskim zdarzeniu.

  1. Podczas wiecu 8 marca na pl. Kościuszki było nas więcej niż podczas Czarnego Protestu, 3 października ub.r.
  2. Na wiec przybyła jedna obecna radna (powiatowa z PO). Była też żona miejskiego radnego PiS, który lubi głosić, że, cyt.: „rodzina jest najważniejsza”.
  3. Na wiec przybyli mężczyźni. Nie dziesięciu, ale kilkudziesięciu: mężowie, partnerzy, bracia, synowie, przyjaciele, znajomi.
  4. Na wiec nie przybyły: Magdalena Witko żona prezydenta Tomaszowa, Zofia Szymańska zastępczyni prezydenta Tomaszowa, żadna z pięciu radnych miejskich. Ich nazwiska wymienię, byście panie wiedziały na kogo nie głosować w przyszłym roku: Krystyna Bobińska, Iwona Flamholc, Ewa Kaczmarek, Urszula Seredyn, Beata Stańczyk. Nie było też członkini Zarządu Powiatu, Barbary Robak oraz radnej powiatowej Marty Niemczyk.
  5. Na wiec nie przybyły, by wesprzeć protestujące tomaszowianki przedstawicielki i członkinie żadnej opozycyjnej partii. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, a jedynie potwierdzenie, że partyjna opozycja w Tomaszowie nie istnieje.
  6. Wiec organizowany siłami społecznymi, bez wsparcia finansowego kogokolwiek zgromadził więcej ludzi niż organizowany oficjalnie z udziałem prezydenta miasta bieg, w którym za publiczne pieniądze wystrojono uczestników biegu i w którym panu prezydentowi nie przeszkadzało uwieczniać się na fotografiach z flagami ONR w tle. Kobiety i mężczyźni przyszli z własnej woli, świadomie. Nikt ich nie zmuszał, nie agitował, nie kupował.
  7. Hejt po i przed wiecem wskazuje, że wielu tomaszowian używa języka nienawiści, pogardy i poniżenia wobec kobiet. Prezentują poziom językowy, intelektualny i światopoglądowy świadczący o ogromnej niechęci do edukowania się, a potrzeba rozumienia zjawisk i procesów politycznych i społecznych, u nich nie występuje. Dla kobiet hejterek – brak słów. Dla wymienionych idolem pozostaje Korwin-Mikke, który przynosi Polkom i Polakom wstyd w skali europejskiej.
  8. W trakcie wiecu na rogach placu Kościuszki stało kilka osób z rzeczywistości równoległej i ponoć się modliło za uczestniczki i uczestników wiecu.
  9. Po środowym wiecu wiem, że mnóstwo tomaszowianek czuje się w naszym mieście tak jak ja: lekceważona, zbywana, wyśmiewana. Jesteśmy wściekłe. Jesteśmy wkurwione.

8 marca w 53 miastach Polski kobiety wyjadą na ulice. Wyjdź i ty, tomaszowianko!

Kobiety w Polsce potrzebują momentu, w którym zobaczą swoją siłę. Zobaczą, ile jest kobiet myślących tak samo. Tak do strajku 8 marca nawołuje Krystyna Janda. I dodaje – nie jesteśmy workiem na nasienie.

Zatem wyjdźmy w środę na pl. Kościuszki. Będzie wiec. Nie będzie marszu, bo marsz może zrobić wrażenie, tylko wtedy gdy jest liczny. Zastraszenie tomaszowian i tomaszowianek jest zbyt silne i trwa zbyt długo. Demontaż społeczeństwa obywatelskiego w naszym mieście odbywa się od wielu lat, więc nie ma co liczyć na tłum, który wypełni ul. św. Antoniego. Dlatego spotykamy się na pl. Kościuszki o 16.00. Niech wam się chce zrobić transparenty i wykrzyczeć na nich swoją niezgodę na łamanie praw kobiet.

Będziemy o nich mówić. O tym, jak krok po kroku próbuje się je nam ograniczać, a potem zabierać.

Będziemy mówić o solidarności kobiet i o tym, jak kobiety polityczki w naszym mieście nie dbają o inne kobiety. Że tomaszowskie polityczki są jak Szydło, jak Kempa, jak Pawłowicz. Próbują być jeszcze gorsze i bardziej bezwzględne niż ich partyjni koledzy.

Pamiętajcie! Tomaszowski więc z okazji 8 marca nie organizuje żadna partia polityczna. Żadna partyjna opozycja.

Robimy to my, tomaszowskie kobiety. Część z nas związana jest jedynie ze Stowarzyszeniem Kongres Kobiet. Chcemy po raz kolejny zaprotestować przeciw łamaniu i ograniczaniu praw kobiet. Wykrzyczeć, że nie ma zgody na taką politykę, na nienawiść wobec nas, na ignorowanie naszego głosu.

Spotykamy się w środę, 8 marca. 8 marca to nie jest Święto Kobiet, to nie jest nawet Dzień Kobiet. To jest Dzień Walki i Niezgody Kobiet!

Przyjdź, weź ze sobą sąsiadkę, koleżankę, córkę, teściową. Potrzebna jest solidarność kobiet. Potrzebna jesteś TY!

Środa, 8 marca, godz. 16.00, pl. Kościuszki.

Sayrusz-Wolski i miasteczko powiatowe

Cały kraj czeka w napięciu czy europoseł Jacek Sayrusz-Wolski odbierze telefon, czy nie, a jeśli odbierze, to co powie i komu. Najbardziej obgryzione ze zdenerwowania paznokcie może mieć w związku z tym telefonem prezydent miasteczka powiatowego.

Przypomnijmy. Sayrusz-Wolski to europoseł PO z woj. łódzkiego. Czyli nasz. Na stanowisko przewodniczącego RE nie ma najmniejszych szans, ale skoro pozwolił, by jego nazwisko brało udział w grze, to znaczy, że o coś gra. Wielce prawdopodobnym jest to, że idealnym zwieńczeniem jego europejskiej kariery byłoby stanowisko unijnego komisarza. Po wyborach do Europarlamentu w 2019 r. kandydatów na komisarzy zgłaszać będą rządy unijnych państw. Skoro tak, to polskiego kandydata zgłaszał będzie rząd pisowski. By być pisowskim kandydatem trzeba być pisowskim europosłem. Inaczej być nie może. Jeśli Jacek Sayrusz-Wolski zmieni barwy i za dwa lata wystartuje w wyborach z listy PiS, to będzie „jedynką” na tej liście. Inaczej być nie może. 

To miesza szyki innemu panu W., który szykował się do wczoraj na tę listę i na to miejsce. Jeśli ta konstrukcja okaże się prawdziwa, to co pocznie biedak po wygraniu wyborów samorządowych za rok? Kredyty do spłacania, podatki, ścieki i woda do podwyższenia, hala na minusie, mieszkanie 500+ w ruinie, drogi nieremontowane, bezrobocie rosnące, powietrze zanieczyszczone, nauczyciele wkurwieni, a miasto wciąż się kurczy.

Jak żyć? Gdzie się katapultować? Andrzeju, ratuj!