Miesięczne archiwum: Luty 2017

Smak odrazy

To jest blog o moim rodzinnym mieście. Wiem, pamiętam, ale nie mogę się powstrzymać.

Zakładam, że lądowisko śmigłowców jest gdzieś w pobliżu siedziby Rady Ministrów.

Śmigłowiec startuje z bazy (załoga 2 osoby?). Do śmigłowca wsiada „powiatowa*” (pewnie nie sama, z kimś do towarzystwa?) Przelot na trasie W-wa – Kraków.

Dwie-trzy (?) godziny wcześniej z tego samego miejsca startują trzy rządowe limuzyny (ile osób, 3-6?) i jadą do Krakowa w miejsce, gdzie wyląduje śmigłowiec.

Śmigłowiec wraca do warszawskiej bazy.

Powiatowa” przesiada się ze śmigłowca do jednego z aut. Następnie wszystkie trzy auta jadą do Brzeszczy. Ok. 80 km.

Jest piątek wieczór, może już noc. „Powiatowa” jest już w domu.

Trzy limuzyny „puste” wracają do stolicy. A może nie wracają? Może kierowcy i ochrona śpią w jakimś hotelu (3 gwiazdki?) i dopiero w sobotę rano jadą ponad 300 km do Warszawy?

Po weekendzie w niedzielę wieczorem lub poniedziałek rano, ta sama procedura tylko w odwrotnym kierunku.

Podsumowując. Trzy limuzyny przejeżdżają łącznie ponad 1800 km x 2 czyli w sumie 3600 km (!) żeby przewieźć jedną osobę na odcinku 160 km. Do tego cztery kursy śmigłowca na odcinku W-wa – Kraków, w tym dwa przeloty „puste”.

Nie mogę policzyć godzin ludzkiej pracy, bo brakuje mi danych. Może ktoś biegły w liczeniu wozokilometrów i godzin pracy policzyłby mi łączny koszt tego procederu. No bo jak to inaczej nazwać?

PS

W socjalistycznej szkole, do której uczęszczałam wpajano nam odrazę do kapitalistów wyzyskujących klasę robotniczą. Pamiętam ten smak.

*Dla niezorientowanych. Ksywy „Powiatowa” używa sam szef .

Opiniotfurca

Dowiedziałam się właśnie, że prezydent miasteczka, które pogrąża coraz bardziej w powiatowym prowincjonalizmie, ogłosił publicznie, że ma własne zdanie.

Własne zdanie dotyczy kadencyjności pracy wójtów, burmistrzów i prezydentów, a także posłów. Przypadkowo prezydent ma w tej sprawie takie same zdanie, jak szef partii, i cała partia, której jest członkiem. 

Co do 2-kadencyjności, to łatwo mu ją popierać, bo sam na urzędzie zasiada dopiero pierwszą kadencję. Jego prezydentura skrojona jest na pięć lat. Plan zakłada, że za niespełna dwa lata musi wygrać wybory, bo jak nie wygra, to po nim. A za kolejny rok wystartuje w kolejnych wyborach i albo zostanie europosłem, bo vacat na „jedynce” po Wojciechowskim się zwolnił, a nikt nie zna obecnego posła z UP, albo ostatecznie nasz rodzimy Sejm. Za niespełna trzy lata trzeba będzie przecież spłacać zaciągnięte w tym i w tamtym roku kredyty. Hybrydy przestaną lśnić, a mogą zacząć się psuć. Galeria spowszednieje. Dróg nowych nie będzie za co budować, a jeszcze trzeba będzie skądeś wytrzasnąć kolejne miliony na utrzymanie hali lodowej. Warto więc będzie zostawić ten powiatowy bałagan i katapultować się z udziałem Kościoła i ciemnego ludu, dalej.

Wracając jednak do opiniotwórczej roli prezydenta miasta. Jego opinia w tej i każdej innej sprawie jest tak samo niezależna i samodzielna jak sznurówki w moich adidasach. Skoro zaczął już jednak informować, że ma zdanie w jakiejś sprawie, to chętnie byśmy się dowiedzieli, co myśli o ekscesach Misiewicza, który o mało co byłby naszym posłem, dlaczego uważa (bo na pewno uważa), że nasz kraj powinien wypowiedzieć konwencję antyprzemocową, czy wierzy w zamach w Smoleńsku i czy słusznie polski rząd nie wyraził zgody na przyjęcie 10 syryjskich sierot.

I niech powie tomaszowiankom, że jak zostanie posłem, to podpisze się pod kolejnym projektem ustawy o całkowitym zakazie aborcji i karą więzienia dla kobiet, które się na nią zdecydowały.