Miesięczne archiwum: Wrzesień 2016

Czarny protest

Ludzie już wiedzą, że dziś w miasteczku powiatowym żyje się gorzej niż za czasów PRL. Oczywiście nie chodzi o kolejki po mięso, tylko o strach przed inwigilacją i donosem. O szyderstwo i poniżanie tych, którzy myślą inaczej i chcą żyć inaczej niż ci, co akurat u koryta.

A jednak każdy totalitarny system w końcu upada, bo zawsze znajduje się najpierw jedna, potem dwie, potem garstka osób, które pociągają za sobą tłumy i zmieniają w końcu rzeczywistość.

Na Czarny Protest przeciw barbarzyńskiej ustawie zakazującej aborcji zaproponowanej przez fanatyków, w poniedziałek 3 października o godz. 13.30, na tomaszowski pl. Kościuszki przyjdzie zapewne tylko garstka kobiet, choć przytłaczająca większość tomaszowianek nie godzi się na to, by jakiś poseł decydował o ich brzuchach. Nie przyjdą, bo się boją. Boją się urzędniczki, nauczycielki, przedszkolanki, pielęgniarki, sprzątaczki, policjantki, a nawet sprzedawczynie i emerytki, matki wszystkich wyżej wymienionych. Oczywiście ciśnie się na usta pytanie, takiego miasta chciałyście, tak zarządzanego? Ale odłóżmy to pytanie na inną okazję.

Ta władza z pozoru tak wszechobecna jest bardzo słaba. Słaba swoją pychą, niekompetencją, małostkowością i zacofaniem. I dlatego jestem pewna, że gdyby na pl. Kościuszki w poniedziałek odważyło się przyjść nie pięć, ale pięćdziesiąt nauczycielek, to ci parszywcy, którzy w Urzędzie Miasta przegłosowali apel do sejmu o całkowity zakaz aborcji, udawaliby, że nic nie wiedzą o tych pięćdziesięciu nauczycielkach i kolejnych pięćdziesięciu urzędniczkach ubranych na czarno z transparentami.

Ponieważ jednak jest to tylko miasteczko powiatowe i strach na razie wygrywa z rozsądkiem, przekazuję apel nauczycielek jednej ze szkół miejskich, której dyrektor nie zwolni pań na Czarny Protest, bo sam trzęsie portkami. One w poniedziałek przyjdą na lekcje ubrane na czarno (tak jak ja chodziłam ubrana na czarno na wykłady w czasie stanu wojennego, jak to się historia powtarza).

I apelują do swoich koleżanek z innych szkół, w których dyrektorzy i dyrektorki są tak samo ubezwłasnowolnione jak ich dyrektor, by ubrały się w poniedziałek na czarno i w ten sposób zamanifestowały sprzeciw wobec, tego co ta władza i to państwo nam gotuje.

W dniu hańby polskiego Sejmu

Pragnę przypomnieć 1186 tomaszowianom i tomaszowiankom, wielbicielom Platformy Obywatelskiej, że to dzięki wam posłanką została Elżbieta Radziszewska, która dzisiejszego dnia głosowała za odrzuceniem z dalszych prac projektu ustawy „Ratujmy kobiety”. Projektu obywatelskiego, który poparło 215 tys. osób i który m.in. zakłada edukację seksualną młodych ludzi. Przypomnę wam też drodzy wyborcy, że było was w ubiegłym roku w miasteczku powiatowym 5.725 osób, które głosowaliście na kandydatów partii o nazwie Platforma Obywatelska. Partii która prowadzić nas miała do nowoczesnej, światłej Europy. To dzięki wam posłanką jest Elżbieta Radziszewska, dzięki której nie odbędzie się nawet dyskusja nad projektem „Ratujmy kobiety”.

Mnie to już nie dotyczy, ale wy drogie panie oraz panowie, a także wasze córki, wasze siostry, wasze wnuczki, wasze przyjaciółki, wasze partnerki, wasze żony być może zajdą kiedyś w ciążę, której nie będą chciały i nie one i nie wy będziecie decydować o własnym losie i własnym ciele. Skoro nie macie szacunku dla własnej godności, to życzę dalszych, owocnych głosowań, szczególnie na panią Radziszewską z partii Platforma Obywatelska.

Hala z in vitro

Choć twórca metody in vitro otrzymał za nią nagrodę Nobla, to w tym kraju każdy wie, że jest ona niesłuszna, potępiona, jak kiedyś głoszenie, że Ziemia kręci się wokół słońca. In vitro sprowadza się do tego, że wypreparowane jajeczko łączy się z plemnikiem z plastikowego naczyńka, do którego plemnik trafił wcześniej metodą także potępioną, ale powszechnie uprawianą, szczególnie przez chłopców w okresie dojrzewania. Wszystko odbywa się w dużej odległości od macicy, do której później trafia zarodek, czyli (wg. obowiązującej obecnie nomenklatury), dziecko poczęte.

Taką samą mniej więcej metodą poczęto halę lodową w miasteczku powiatowym. Akt erekcyjny wkładano rękami Najwyższego (nie mylić z Najważniejszym) do pojemnika metalowego ok. 2,5 km od macicy, przepraszam od przyszłej hali. Murowanie z udziałem kielni i cementu odbywało się na pierwszym piętrze, w sali obrad na oczach gawiedzi zgonionej jak zwykle na ważną okoliczność.

Innowacją było to, że akt erekcyjny wkładały do pojemnika nie dwie, ale cztery ręce. Ręce prezydentów dwóch. Do samej erekcji jednak nie doszło, bo jak na początku zostało przypomniane, metoda jest niesłuszna.