Miesięczne archiwum: Czerwiec 2016

Zbędni i niewygodni

Blog, to miejsce na subiektywne opinie i przemyślenia. Gdy jednak krzywda dotyka najsłabszych, muszę uczynić wyjątek, by ludzie wiedzieli, co wokół nich się dzieje. – Napisałam w lutym br. i opublikowałam artykuł o tym, że domowe hospicjum może stracić siedzibę, bo urzędniczki MOPS mają za mało miejsca. Poskutkowało. Teraz ponownie, w obronie najsłabszych i najbardziej marginalizowanych w tym mieście muszę zabrać głos.

-Stąd już się nie ruszymy. Będziemy walczyć – mówią matki dzieci, a w zasadzie dorosłych niepełnosprawnych uczęszczających na warsztaty terapii zajęciowej działające przy Stowarzyszeniu Rodzin Dzieci i Osób Niepełnosprawnych.

Kolejna, trzecia już lokalizacja warsztatów, to budynek byłego Gimnazjum nr 2 przy ul. Warszawskiej 95/97 („na górce”). Przeprowadzka z obiektów byłej budowlanki nastąpiła zaledwie półtora roku temu. Jeszcze wcześniej byli w budynku Polwinu przy ul. Farbiarskiej, tam gdzie obecnie stoi Biedronka. – Wyprowadzka z budowlanki była kłopotliwa, bo tam nie było warunków na taką działalność jak nasza. Cieszyliśmy się, że wreszcie przenosimy się na stałe. Oczywiście znów trzeba było przeprowadzić remonty, dostosowywać obiekt do naszych potrzeb, wymieniać instalację elektryczną i stolarkę, malować pomieszczenia – mówią instruktorki warsztatów. – Na pomoc miasta w tym zakresie nie mogliśmy liczyć.

Warsztaty działają od 22 lat. Uczęszczają tu osoby z różnymi typami niepełnosprawności, w tym niepełnosprawnością intelektualną. W sumie 60 osób. Obecnie tylko jeden z podopiecznych jest na wózku, kilkoro porusza się z pomocą kul. Dla ich rodziców i opiekunów kilka godzin zajęć, podczas których dzieci są pod opieką instruktorów, uczą się, mają kontakt z innymi ludźmi, to ogromne udogodnienie. Bezcenny czas.

Pieniądze na działalność warsztatów płyną z PFRON. W sumie niemało bo, 1200 zł miesięcznie na jednego podopiecznego. 70% kosztów pochłaniają jednak pensje instruktorów. Miasto w pewnym sensie zarabia na niepełnosprawnych, bo nie dość, że nie łoży na ich utrzymanie, to jeszcze pobiera opłatę za wynajem budynku. Kwota niebagatelna, bo 6 tys. zł miesięcznie. – Rocznie daje to 72 tys. zł. Wychodzi na to, że to my w głównej mierze utrzymujemy budynek przy Warszawskiej, bo – jak nam przekazał zarządca – roczny koszt utrzymania obiektu to 76 tys. zł – mówi jedna z instruktorek. Dodajmy, że pozostali najemcy, to dwie organizacje pomocowe, tomaszowskie koła Polskiego Związku Niewidomych i Amazonek. Górę budynku i salę gimnastyczną zajmuje Gimnazjum Katolickie prowadzone przez Katolickie Stowarzyszenie Oświatowe im. św. ojca Pio.

W połowie maja Stowarzyszenie Rodzin Dzieci i Osób Niepełnosprawnych otrzymało pismo z Urzędu Miasta, z którego dowiedziało się, że zarządca obiektu, dyrekcja Zespołu Szkół nr 4, wystąpiło o wygaśnięcie zarządu, co równoznaczne jest z wypowiedzeniem umów najmu. Budynek szkoły wystawiony będzie na przetarg już na początku lipca, a kierownictwu warsztatów miasto proponuje… kolejną przeprowadzkę. Tym razem do zabytkowego budynku po byłym przedszkolu przy ul. Konstytucji 3 Maja. – Zgroza – mówią pracownicy warsztatów. – Obiekt jest zrujnowany, za mały na nasze potrzeby, piętrowy. Pobieżne szacunki mówią, że trzeba tam zainwestować ok. pół miliona złotych. Skąd my mamy brać na to pieniądze? Przecież naszym celem jest inwestować w potrzeby naszych podopiecznych, ich sprawność, a nie w mury kolejnych zrujnowanych budynków w mieście.

Stowarzyszenie zamierza stanąć do przetargu, by pozostać w budynku przy Warszawskiej. Chętnie uczyniłoby to z dwiema pozostałymi organizacjami, ale już padło zastrzeżenie urzędników, że dzierżawca ma być tylko jeden. Pracownicy warsztatów i rodzice podopiecznych boją, się jednak, że przetarg mogą przegrać. O przejęcie budynku zabiegać będzie bowiem również Gimnazjum Katolickie, a tam dyrektorem szkoły jest Mariusz Węgrzynowski, radny PiS. Szkoła jest hołubiona przez Kościół katolicki, a wiadomo, kto dziś w mieście ma największe wpływy.

– Gdzie jest opieka nad niepełnoprawnymi? Jak władza nas traktuje? Dlaczego najsłabsi są w tym mieście najgorzej traktowani? – pytają rodzice osób korzystających z warsztatów terapii zajęciowej i zapowiadają walkę. Do głowy im nie przyjdzie, że zamiast po raz kolejny walczyć o swoje dzieci mogliby żyć w mieście, które ich wspiera, które daje obiekt za darmo, a nie każe stawać do przetargu, w mieście, które po prostu pomaga.

Gdzie jest wrażliwość tomaszowskich władz? Gdzie są jacyś radni miejscy, którzy przejęliby się losem niewidomych, kobiet po mastektomii, niepełnosprawnych? Wszystkie organizacje włożyły dużo wysiłku, własnej pracy i pieniędzy, by stworzyć jakie takie warunki dla swoich członków i członkiń. Nikt im nie dał nic za darmo, oprócz brudnych, gołych pomieszczeń. Jak już się zorganizowali, przyzwyczaili do nowego miejsca, ucieszyli, to ponownie słyszą – wynocha.

***

Chyba, że nie mamy do czynienia z głupotą tylko perfidią. Tajemnicą poliszynela jest, że w PiS jest kilka frakcji, które – mówiąc łagodnie – nie przepadają za sobą. Radny Mariusz Węgrzynowski stoi na czele jednej z nich. Jeśli partyjni towarzysze Węgrzynowskiego wykoncypowali, że protesty dotyczące przeprowadzki warsztatów, okażą się skuteczne, poruszą opinię, to władza będzie musiała ustąpić, a Katolickie Gimnazjum dalej szukać siedziby dla siebie. W ten sposób utrą nosa partyjnemu koledze.

W tym mieście wszystko jest możliwe.

A może jeszcze jeden patron?

Rubikowe oratorium, medal pamiątkowy, obowiązkowe występy dzieci ze wszystkich szkół, okolicznościowe widokówki i stempel, malowanie, śpiewanie, tańczenie, rajdy, mecze, wystawy, filmy, pokazy, konkursy. No i oczywiście publiczne modły.

Tydzień radości i zabawy, dzięki któremu prezydent miasta częściej stoi na scenie niż siedzi w gabinecie. Ponieważ Tomaszów jest miastem dostatku i ogólnej szczęśliwości, to po tygodniu beztroskich zabaw, wciąż spragnieni kolejnej rozrywki zanurzymy się w Dni Tomaszowa, które przyniosą nam nową porcję rozrywki, odprężenia i relaksu.

Wszystkim innym zajmie się patron, bo po to go ustanowiono. Władza już w Padwie oznajmiła (a przecież władza wie co mówi), że teraz w mieście zagości wielkie dobro. Zatem spokojnie możemy zająć się pląsami i rekreacją przeplatanymi modlitwą, a cała resztę zrzucić na barki św. Antoniego. Zresztą nie ma tego tak dużo: brak pracy, marne zarobki, zakorkowane ulice, brudne chodniki, nieposprzątane obrzeża, kolejki w szpitalu, upadający handel, rosnące zadłużenie, malejące przychody, brak efektu ekologicznego w największej inwestycji, zanieczyszczone powietrze, skażona woda, przemoc domowa, narkomania w szkołach, alkoholizm w rodzinach, starzejąca się społeczność, brak ławek na ulicach, brak schroniska dla bezdomnych zwierząt, brak etatów dla nauczycieli, brak inwestorów, brak mieszkań, brak elit i autorytetów, brak poczucia bezpieczeństwa, brak pomysłów, jak sobie z tym wszystkim poradzić.

To nie moja liga

Część tomaszowskiej gawiedzi cieszy się ponoć, że przegrałam wybory. Nic chodzi o wybory na prezydenta miasta, ani do Sejmu. Chodzi o jakieś wewnętrzne wybory w partii .N. Przegrywa się wówczas, gdy się w coś gra, a ja nie miałam nawet ochoty wystartować.

Czytaj dalej