100 lat, 100 lat – praw

To Polki głosują dopiero od 100 lat? A to jak było wcześniej? Takie pytanie zadał koleżance feministce, starosta z jej powiatu. Uśmiałyśmy się oczywiście z głąba, ale po chwili zastanowienia uśmiech zastygł na ustach.

Gdybym w miasteczku powiatowym wszystkim dotychczasowym starostom (a zwłaszcza obecnemu) zadała to pytanie – reakcja byłaby podobna. Wiedza i świadomość mają się nijak do władzy i władztwa.

To, że kobiety nie miały prawa głosować, nie miały prawa się uczyć, nie wolno im było publicznie zabierać głosu ani samodzielnie przebywać w miejscach publicznych, o tym, że o ich życiu decydowali wyłącznie mężczyźni i tak było przez wieki, o tym, że tak to trwało zdecydowała biologia i fizjologia, a potem – dla wygody i dominacji mężczyzn – utrwalały to religie, a chrześcijaństwo i katolicyzm mają w tym rolę szczególną. O tym się nie wie, a Kościół katolicki robi wszystko, by ta wiedza się nie utrwalała. Wszystkie prawa, które gwarantuje Konstytucja – kobiety sobie wywalczyły! Nigdy nie było innej drogi.

Model świata, w którym mężczyzna rządzi, zawsze wie lepiej i decyduje za żonę, córkę, matkę, właśnie odchodzi w niebyt, choć w wielu miasteczkach ma się dziś jeszcze całkiem dobrze. Ale miasteczko powiatowe pogrążone jest wciąż w XIX w.

Miasteczkiem powiatowym rządzą wyłącznie faceci i to coraz mniej do tego predysponowani. Kobiety są im potrzebne – do roboty. Ów mechanizm w tej kadencji jeszcze bardziej się utrwalił. To dzięki niemu alkoholicy, damscy bokserzy, dewianci (o tabunie matołów pospolitych, nie wspominając) piastują w miasteczku stanowiska i publiczne funkcje.

Przez wiele lat obserwowałam, jak z obojętnością, a najczęściej z pogardą traktowane były dziesiątki ambitnych, przenikliwych, mądrych kobiet. Wiele zapłaciło za to ogromną cenę – choroby, depresja nawet śmierć. Przykro mi to pisać, ale w miasteczku powiatowym – kobiety nic nie znaczą, z kobietami nikt się nie liczy. Te które były zagrożeniem – dawno zostały wyeliminowane z życia publicznego. Inne robią za ozdobniki albo ozdóbki. Ktoś zna jakąś miejską radną, która przez 3,5 roku zabrała głos w jakiejś istotnej dla kobiet sprawie?

Być może dyskryminacji kobiet w tymże miasteczku poświęcę kiedyś jakąś większą publikację. Materiału mam tony, poczynając od własnego doświadczenia z miejsca pracy. Jednak najsmutniejsze, co chcę w tym miejscu napisać brzmi: sytuacja w najbliższym czasie nie ulegnie zmianie. Powód? Wyjawiawm w poprzednim akapicie.