Lepiej od Biedronia

Dziś będzie w innym tonie niż zazwyczaj.

Gdyby Biedroń przeczytał choćby tytuł, już by zastrzygł uszami. Na szczęście nie ma teraz czasu na takie głupstwa. Ale w miasteczku powiatowym ten tekst powinni niektórzy poczytać bardzo uważnie. Zwłaszcza dwa środkowe akapity. Szczególnie zasapani działacze z nadciśnieniem, którzy na razie jeszcze nie pojmują, na czym polega zastrzyk energii, jaki do polityki niesie Wiosna. Upoconym, powiatowym wodzom wypłukanym z inicjatyw, energii i wizji potrzebny jest na dziś wyłącznie wróg, by mieli kim straszyć lud. Mając w ręku wszystkie zabawki i pełnię władzy oraz sztab sługusów na samorządowych posadach i nie potrafiąc jednocześnie tej władzy zamienić w budowanie ani lepszego dnia dzisiejszego, ani przyszłości dla tych, którzy zostaną w miasteczku. Rządzenie strachem to najsłabszy i najbardziej ułomny ze sposobów sprawowania władzy. Intelektualna pustka, służalczość wobec kleru i nieustanne napuszczanie jednych na drugich.

Biedroń pracował nad swoim projektem od trzech lat. A jak on się na coś uprze, to to ma. I tak jest i tym razem. Jego skuteczność bierze się z energii, kondycji, wiedzy, inteligencji, determinacji i pracowitości. To jest wszystko to, czego brakuje od lat politykierom powiatowym. Ale oni są u władzy tu i teraz i myślą tylko o tym, jak to tu i teraz utrzymać. Tymczasem Wiosna, poza furą fanatycznych wyznawców Biedronia, to również garstka chłodnych, analitycznych umysłów. Ludzi, którzy znają co najmniej Europę. Wiedzą, jak ma wyglądać nowoczesny świat. Instytucjonalny, ale również ten za ścianą, po drugiej stronie ulicy. I nie boją się tego głosić, bo wiedzą, że prawda jest po ich stronie.

Koalicja z Wiosną będzie dla pozostałych koalicjantów szokiem. Nawet jeśli sam Biedroń nie będzie premierem, to negocjacje nie toczące się wokół stołków, ale koncepcji, strategii, projektów ustaw i konkretnych rozwiązań systemowych sprawią ogromny trud współkoalicjantom. Bez Wiosny ten sojusz nie odpali, a wymagania Wiosny będą zatrważające. Bo nie da się Wiosny ani zastraszyć, ani usatysfakcjonować posadami dla działaczy i kolesiów. We Wiośnie nie ma ani działaczy, ani kolesiów i ten (nie)układ jest nie do ogrania.

Oczywiście partia jest partią. I tam przedrą się podjarani testosteronem, żądni władzy chłopcy, a pewnie i dziewczynki, choć one akurat nie na testosteronie. Oni się szybko wypalą, bo będą ścigać się o stołki, a to jest bieg o ponderabilia. Po prostu inna kategoria. Prawa kobiet, odpolitycznienie stanowisk wymagających wiedzy i kwalifikacji, świeckie państwo, odejście od węgla na rzecz zielonej energii, itd., itd. To nie są tylko hasła. To są postulaty, które trzeba będzie zapisać w ustawach i rozporządzeniach, a następnie wprowadzać w życie i monitorować, żeby utrzymać tę koalicję.

To nie zadziała z dnia na dzień, ale elektorat Wiosny, to zapewne najbardziej wyedukowany i świadomy na dzień dzisiejszy elektorat polskich, politycznych bytów. Na populizmie się nie skończy. Od niego trzeba było zaledwie zacząć.

Czy nie mam wątpliwości? Mam. I to spore. Najbardziej boję się tego, że jeśli Biedroniowi i Wiośnie się nie uda, to lewica nie przedrze się do władzy przez kolejnych 10 lat, a to oznacza katastrofę dla tego kraju, jeśli oczywiście w tym samym czasie nie zmiecie nas globalna katastrofa, co też jest wielce prawdopodobne.

Mam wątpliwości, co do samej nazwy. Jedno słowo – jasne. Wiosnę można odmieniać na wszystkie sposoby, łączyć w pozytywne slogany i skojarzenia. Jednak samo granie rzeczownikiem i wiosennymi przymiotnikami może się szybko znużyć i nieść oskarżenia, że to wciąż tylko słowne gierki. A niefortunna zbitka, której twórcy nazwy chyba nie przewidzieli, to start ugrupowania w momencie, gdy wciąż trwają (i pewnie szybko się nie skończą) zawirowania wokół Wiosny od Szlachetnej paczki.

Zagrożeniem jest też sam Biedroń, a raczej jego narcyzm i bezwzględne podporządkowanie wszystkiego i wszystkich jednemu celowi.

Na koniec nie popiszę się skromnością i stwierdzę, że mimo popularności i sukcesów jakie są udziałem Roberta, to ja byłabym lepszą prezydentką niż on prezydentem. Miasto wymaga doglądania, cierpliwości i bycia w nim w każdym trudnym momencie. Słupsk nie był celem Biedronia, a tylko szczebelkiem do dalszej, ambitnej drogi. Być może nie ma w tym nic złego, zwłaszcza, że miasto zostawił – wydaje się – w dobrych rękach. Ale rozczarowanie, pozostaje, a w ślad za nim, obawa, że scenariusz może się powtórzyć.

 

 

 

Wiosna idzie

Straszyliście lud lesbijką, która mogła rządzić miasteczkiem powiatowym. No to teraz szykuje się wam premier kraju – gej. I jak obronicie lud przed tą sodomą? Modlitwa wystarczy? Panie Leszku, panie Mariuszu, panie Marcinie, panie Mirku. Na kolana i klepać zdrowaśki.

Że spoko i kupa śmiechu? No to zobaczycie za 10 miesięcy.

 

Ławeczka

Czy w miasteczku powiatowym ustawiono już ławeczkę niepodległościową? Wyrafinowany estetycznie i intelektualnie dowód pisowskiego pojmowania historii i kultury w jednym. A jeśli jest to gdzie? Bo w miasteczku powierzonym sercu Maryi już ponoć jest. Zatem trzeba równać do szeregu.

 

 

Cień wielkiej góry

Być może powinnam skrobnąć coś o kolejnym miasteczku powiatowym, które próbuje przebić moje miasteczko, gdy tamtejszy prezio zamiast palnąć coś mądrego i tym samym dać nadzieję ludowi, powierza jedynie ów lud sercu Maryi, czy jakoś tak. I już nic nie musi przez następne pięć lat. Może powinno być o niezależnych wybrańcach, którzy przez miesiąc nie mogli zgodzić się, który z nich bardziej ważny, bardziej niezależny i przez to bardziej nadający się na prezia powiatowego? Tak się trudzili by to rozstrzygnąć, aż przybył ze stolicy policmajster, któremu udało się tym razem nie rozbić po drodze żadnej limuzyny i przywiózł w teczce rozstrzygnięcie. Fotka policmajstra z uszczęśliwionymi władcami miejsko-powiatowymi, którzy nie wiadomo który raz z rzędu ograli lud udając przez chwilę niezależnych, przejdzie do historii miasteczka. A może wystarczyłaby tylko beka, z Adriana umiejącego liczyć do dwustu, którego ego wypełniło pustawe lodowe trybuny, bo po raz kolejny przynieść chwałę koledze.

Wszystko to razem funta kłaków warte. Trwożę się za to, jaki los czeka teraz szkołę, której nikt nigdy nie kochał, na którą zawsze żałowano pieniędzy, troski i współczucia dla skrzywdzonych przez los, a czasem przez rodzinę dzieci. Ta szkoła zawsze uwierała. Nikt nie mógł się pochwalić, że jest jej uczniem i absolwentem. Nie było tam laurów sportowych, ani nawet dyplomów z olimpiad o życiu i twórczości JP II. Przez lata jej los wisiał na włosku, tak jak na włosku wisiał wciąż los jej wychowanków kolejnym preziom. Był czas, że szkołę uratowała… katastrofa tupolewa. Ale czy ta szkoła przetrwa katastrofę, która obecnie spadła na miasteczko?

Kojarzą być może nieliczni, że dla tej szkoły śmiertelnym zagrożeniem jest inna szkółka z porozwieszanymi na korytarzach płodami. Żadne modły i żadne argumenty tu nie pomogą. Wielki cień powyborczy nieuchronnie padnie właśnie tam.

Bal w rynsztoku

Kałuża. Polityk, który w ciągu kilku godzin „zrobił” sobie nazwisko. Chapeau bas. Inni na taką liczbę wyświetleń w mediach społecznościowych pracują miesiącami i latami. Np. pani Ogórek.

Oczywiście takich jak Kałuża w miasteczku powiatowym są dziesiątki: preziów, dyrektorów, komendantów, a nawet zwykłych radnych. Chcielibyście po nazwiskach? Pogrzebcie w pamięci, albo w starych gazetach. Do dziś za sprawą ogłupianych wyborców są w obiegu. Jak nie oni to ich żony, itd. Inna sprawa, że dać się ogłupić jest dziś całkiem prosto.

Cóż to za morale ma ugrupowanie, które przyjmuje do siebie takie Kałuże? Jakby chciał to sobie zwizualizować to mniej więcej: z kałuży do rynsztoka. Nie ukrywam, że z przyjemnością będę patrzeć na tego Tytanica. Kurs, jaki obrał widoczny jest już wyraźnie. Ale w miasteczku bal traw w najlepsze.

 

 

 

Sitwa ma się dobrze

Obciachu ciąg dalszy. Miasteczko powiatowe wśród zaledwie sześciu na 107 miast prezydenckich, w których rządzić będzie PiS.

Wiem, były oczekiwania, że skomentuje wyniki wyborów samorządowych w miasteczku powiatowym. Nie ma co komentować. Za komentarz robi tytuł. W nowych radach miasteczkowych naliczyłam paru gości, którzy powinni mieć zarzuty prokuratorskie, a nie mandaty. Jacy wyborcy, tacy przedstawiciele tychże. W końcu decyduje większość. Nic w stylu zarządzania się nie zmieni. Ci sami ludzie na karuzeli. To oznacza dalszą marginalizację i oddalanie się od opcji prodemokratycznej i proeuropejskiej miasteczka. A na smuteczki, najlepiej się pomodlić. Skuteczność co prawda zerowa, ale i wysiłek też zerowy.

PS Nawet Łopocno się łobroniło.

 

 

Możemy…

 

Cztery lata temu mieszkańcy miasteczka mieli niepowtarzalną okazję oddać głosy w jednomandatowych okręgach wyborczych. Zaspali. Radnymi zostali ludzie wskazani przez partie. Ordynacja znów się zmieniła, ale część niezależnych ponownie startuje, choć w tych wyborach rozpoznać ich i powierzyć im mandat radnej lub radnego jest już dużo trudniej niż poprzednio.

Moja rekomendacja jest następująca. Szukajcie kandydatek i kandydatów opatrzonych tym znaczkiem. Są na listach do miasta i do powiatu.

Beata Dolińczyk – anglistka pisząca wnioski dla organizacji pomocowych o dotacje

Zofia Lesiak – psycholożka pracująca z osobami zależnymi i ofiarami przemocy domowej

Anna Smolarek – młoda kobieta pokonująca bariery (,nie tylko architektoniczne) na wózku inwalidzkim

Dorota Tkaczyk – matka dorosłego syna z niepełnosprawnością prowadząca własną firmę

Krzysztof Kowalik – opiekun osób niepełnosprawnych w stowarzyszeniu zajmującym się ochroną środowiska

Bogdan Smolarek – harcerz, dzięki któremu co roku przeżywamy emocje jakich dostarcza Wielka Orkiestra Pomocy Świątecznej

Nie mam wątpliwości, że dzięki nim sposób zarządzania miastem i rozwiązywania ludzkich spraw może się zmienić na lepsze.

 

 

Nie startuję, ale głosuję

Miasteczkom powiatowym nie jest potrzebna polityka partyjna tylko polityka miejska. Tłumaczyłam to po wielekroć. Polityka miejska, to programy działań w różnych obszarach życia miejskiego wypracowane przez specjalistów, ekspertów, działaczy, urzędników, a na koniec przyjęte do działań przez polityków, niestety. I wdrażane do działania oraz monitorowane.

W miasteczku powiatowym odkąd pamiętam we władzach panoszą się faceci. Szkoda miejsca na przymiotniki, jakie przychodzą mi na myśl, gdy chcą o nich pisać. Niektóre są niecenzuralne. Dlatego nie piszę.

Miasteczku potrzebny jest – jak czyste powietrze, którego wciąż nie ma – kobiecy punkt widzenia codziennych problemów i sposób zarządzania, a raczej gospodarowania wspólnym dobrem. Kobieca wrażliwość i troska potrzebna jest na każdym kroku; Starym ludziom nie mającym na leki, siedzącym godzinami na twardych krzesłach pod gabinetami lekarzy, czekającym na rentę, którą rozdrapią dzieci i wnuki, bo z własnych niskich pensji nie są w stanie się utrzymać, Dzieciom w szkołach, by się uczyły, ale i wychowywały, by umiały reagować na przemoc wobec samych siebie i innych, Kobietom uciekającym przed przemocowym mężem i partnerem, aby miały się gdzie schronić i umiały wywalczyć należne alimenty. Mogłabym wymieniać kolejne grupy zawodowe i społeczne. Choćby sportowców. Tak, sportowcom, ich karierom i ich zdrowiu bardzo potrzebne są mądre, decyzyjne kobiety. Nie będę dalej rozwijać, bo dziś nikt nie ma czasu na czytanie. Napiszę więc tylko na koniec, że kobieca empatia potrzebna jest nawet ławkom w parku i psom na łańcuchu.

Komitety wyborców zakładane przez partyjnych działaczy, to wg mnie kpina z inteligencji wyborców. Dlatego pisałam już wiele miesięcy wcześniej, że te wybory to nie moja bajka i nie wystartuję. Ale zagłosuję. Zagłosuję przeciwko partyjnym kolesiom.

Zagłosuję na Basię Klatkę. Oczywiście z mojego punktu widzenia nie jest to kandydatka idealna. Basia też jest partyjna i w dodatku otoczona zapleczem, którego nie akceptuję. Basia ma jednak wrażliwość, o której pisałam wcześniej. Jest ambitna i pracowita. Uważam, że jest uczciwym człowiekiem, co przy partyjnym osadzeniu proste wcale nie jest. Ma w tej chwili ogromną wiedzę o miasteczku i jego mieszkańcach. Zdobyła ją, bo poszła do ludzi. Nie przemawiała, nie wyginała się na scenie, nie szczerzyła do kamer. Chodziła, jak sama chciała – od klatki do klatki. Poświęciła dziesiątki godzin zwykłym ludziom. To jest bezcenna wiedza i doświadczenie.

Jest okazja, by je wykorzystać. Przyjadę w niedzielę do miasteczka, by oddać głos na Basię Klatkę.