Matrymonialno-polityczne związki w miasteczku powiatowym

Kilka lat temu napisałam sztukę teatralną, w której próbowała pokazać, jak mogłoby wyglądać życie lesbijskiej pary w powiatowym zaduchu. Liczyłam na emocje, jakie budzi wciąż w naszym narodzie jednopłciowa para. I pomyliłam się. Życie pisze znacznie bardziej emocjonujące scenariusze.

Faworyta prezia W. zapałała uczuciem do faworyta prezia K. Oboje są młodzi i niedoświadczeni, ale za to bez hamulców. Zapracowali już na ksywę „państwo Misiewiczowie”. Ich cv, to przekaz dla rówieśników na temat tego, jak się robi karierę w  miasteczku powiatowym.

Namiętność przedmałżeńska i każda inna nie jest niczym grzesznym, co wyjaśniła niedawno ludowi pewna ekscelencja w czarnej sukience na okoliczność ujawnienia kolejnych przypadków pedofilii w KK. Namiętność ma jednak swoją cenę. Jej efekt jest taki, że faworyta przestała być faworytą.

Poprzedniego wybranka, faworyta porzuciła na życzenie. Porzucony długo nie mógł się pogodzić z koszem, ale w końcu się otrząsnął. Widać lubi kobiety zaangażowane politycznie. Poglądy nie mają znaczenia. Obecnie postawił na bardziej nowoczesną działaczkę. Działaczka do niedawna jeszcze pracowała na rzecz mecenasa prezia W., ale to już przeszłość.

Tak jak przeszłością jest uczucie kolejnego oddanego preziowi biznesmena, który walczył w kampanii, jak prawdziwy bodyguard o każdy głos dla prezia. Straciwszy namiętne uczucie do swojej kobiety, poprzysiągł zemstę preziowi. Zemsta objawia się tym, że sam stanął na czele kolejnego ugrupowania politycznego. Ugrupowanie to poprze w wyborach każdego, kto będzie przeciwko preziowi.

Tak więc najwierniejsi tracą serca. Namiętności pchają ich w rewiry dotychczas im obce. I byłby to ich prywatny problem, gdyby nie to, że ten romansowo-polityczny przekładaniec objawi się za rok w postaci partyjnych list wyborczych w konfiguracji, jaka normalnemu człowiekowi dziś jeszcze do głowy by nie przyszła.

 

 

 

Więcej leżaków!

Niemal połowie z 255 średnich miast w Polsce grozi marginalizacja i zjawiska kryzysowe – wynika z analiz Polskiej Akademii Nauk. 122 miastom w Polsce grozi zapaść społeczno-gospodarcza. Miasteczko powiatowe na tej liście jest na 38 pozycji! Najwyżej z miast województwa łódzkiego.

Te dane to nic nadzwyczajnego ani nowego. Rok temu w opracowaniu również przygotowanym przez PAN na temat miast tracących funkcje społeczno-gospodarcze miasteczko powiatowe wymienione jest wśród 64 takich miast. W tamtym zestawieniu przygotowanym przez prof. Przemysława Śleszyńskiego wymienione jest wraz z Sieradzem z woj. łódzkiego. 

Że też mnie to nie dziwi. Jak odwrócić ten trend? Kilka porad na gorąco.

  1. Kolejny święty patron, po którego kość ogonową lub paznokieć z dużego palca warto pojechać aż na drugą półkulę!
  2. Stadion obok hali lodowej, gdy ta już będzie poświęcona. Oba obiekty zapewnią miejsca pracy za najniższą krajową dla kolejnej transzy wiernych.
  3. Przekazanie kolejnych budynków po pustoszejących szkołach kościelnym organizacjom.
  4. Charytatywne koncerty gwiazd, którym trzeba zapłacić za występ więcej niż się uzbiera na szczytny cel.
  5. Superkarta dla superrodzin za pieniądze z budżetu. Superrodzina jest wtedy, gdy na garnuszku MOPS jest już trzecie pokolenie.
  6. MZK za darmo i parkowanie za darmo!
  7. Ceny wody – nie podwyższać, aż ZGWK stanie na skraju bankructwa i dostarczaniem wody pitnej zajmie się zagraniczny operator. Wybitny miejsko-powiatowy polityk M.K. wie jak to zrobić.
  8. We wszystkich szkołach zrobić klasy wojskowe.
  9. Zmniejszyć w szpitalu zatrudnienie pielęgniarek i salowych, powołać więcej specjalistów po filozofii, stosunkach międzynarodowych i pedagogice.
  10. Nauczycieli i nauczycielki trzymać jeszcze krócej za ryj.
  11. Dotować wyłącznie te organizacje, które przychodzą z wieńcami na wszystkie uroczystości religijno-patriotyczne.
  12. Zrobić jesienną edycję Dni Tomaszowa, bo jeden festiwal piwa, to za mało.
  13. Na stanowiska powoływać wyłącznie ministrantów i dziewczynki co chodziły w bieli.
  14. Kolejne senioralia dla seniorów zamiast specjalistów od geriatrii.
  15. Przywozić na zmianę do miasteczka raz Macierewicza raz PAD. Razem już się chyba nie da.
  16. Biegać za żołnierzami wyklętym po mieście minimum raz na kwartał.
  17. Powołać jeszcze jedną społeczną radę ds. chwały prezia.
  18. I leżaki. Jeszcze więcej leżaków.

Lista porad jest otwarta.

 

W cieniu Adriana

Trwają wakacje. Wielu na urlopach np. w Juracie. A dziennikarze dywagują, czy Andrzej Duda będzie miał siły i popleczników, by założyć własna partię polityczną. Myślę, że tak. Pytanie, czy mu się będzie chciało. Już wielokrotnie udowadniał, że jest człowiekiem wygodnym. Po ostatnim i jedynym w zasadzie wyskoku, dotychczasowi koledzy już grożą mu palcem. Szczególnie Ziobro. Być może Duda, by nie być marginalizowanym przez „swoich” i okrzyknięty zdrajcą przez resztę będzie szedł w kierunku wybicia się na samodzielność. To na prawicy dość trudne, ale możliwe, zwłaszcza, że to jedyny moment, w którym PAD może próbować to uczynić.

Dla mieszkańców miasteczka powiatowego decyzja PAD nie jest obojętna. I nie chodzi o tłum chętnych do nowej partii. Chodzi o przyjaciela od cytrynówki i grilla, czyli naszego prezia. Ten, póki się da, stał będzie w rozkroku. Tak jak obecnie. Dla mnie probierzem jego politycznych decyzji jest pomnik śp. Brata, a raczej wciąż jego brak.

Gdyby miał wolę złożyć ostateczny hołd Jaro i kategorycznie oddać się jego woli, to pomnik już by rósł. Mimo niechęci wielu mieszkańców miasteczka do tego typu pustych przedsięwzięć, zrobiłby to, by zapewnić sobie bezwzględną wdzięczność Jaro. I choć preziem został dzięki przychylności i wsparciu Jaro, to nie oszukujmy się – pod każdym względem bliżej mu do PAD. Wśród prezydentów  PAD nie ma kumpla powyżej miasteczka powiatowego. Nasz prezio jakby przyszło co do czego, stanąłby tuż za plecami PAD. Ale ten krok oznaczałby jednocześnie koniec dość oschłych, ale jednak  względów u Jaro. Prezio natychmiast i bezpowrotnie zostałby zaliczony do grona zdradzieckich mord, a na fotel szykowałby się od razu sportowy neofita, specjalista od sumo.

Prezia mierzi miasteczko zwłaszcza, że dług ciągle rośnie i pomysłów, by to zahamować – nie ma żadnych.  Wieszczę, że choć ryzykuje, poprze jednak PAD, jeśli ten podejmie decyzję i ruszy z nowym partyjnym bytem. To będzie dla prezia już czwarta partia, a dla nas kolejny bałagan, w którym sitwa będzie się ponownie mobilizować i robić wszystko, by nie pospadać z fotelików.

 

Nie dajcie się zastraszyć!

Nie ma mnie w miasteczku powiatowym, ale FB jeszcze działa. Zatem mi donoszą, a ja wam.

Wczoraj pod sądem na Mościckiego było 40-50 osób. Mała grupka dzielnych ludzi życzliwie do siebie nastawionych. Zapalili świece.

Jeździł ponoć jakiś radny miejski, który ich fotografował. Było też kilku chłystków robiących to samo. Przejeżdżał samochód na warszawskich numerach i kamerował. Wszystko chyłkiem, zza węgła.  Jeszcze w marcu na czarnym proteście nie było takiej presji i zastraszenia.

Po 40-stu minutach przyjechał radiowóz. Policjant wyszedł z radiowozu, stanął przy wejściu do sądu jakby ludzie mieli zamiar staranować drzwi. Powiedział, że będą wzywani na komendę za zaśmiecanie miasta, czyli zapalanie świec. Wyraźnie chciał  przestraszyć ludzi swoją obecnością. Powiedział, że pod sądem jest monitoring i wobec każdej osoby będą wyciągnięte konsekwencje za zaśmiecanie miejsca publicznego.

Tomaszów jest już pod dyktaturą PiS. Mieszkańcy tego chcieli. Za chwilę tak będzie wyglądał cały kraj. Są tacy, którzy mają w miasteczku powiatowym więcej radości z powodu kolejnych jasełka na pl. Kościuszki, niż smutku, że oni i ich dzieci nie żyją w wolnym demokratycznym kraju.

Policjant nie przyjechał pod sąd z własnej woli. Zgadnijcie, kto mu kazał. Policjant nie przeczyta tych słów, bo ważniejsza jest dla niego demonstracja siły na pl. Kościuszki. Nie przypadkiem dzieje się to w Tomaszowie. Oglądałam takie rzeczy 30 lat temu, za komuny.

Kiedyś ten reżim zostanie obalony. Ten czas pogardy dla prawa i demokracji zostanie drobiazgowo prześwietlony. I dzisiejszych policjantów ktoś będzie rozliczał z tego, co robili za reżimu. Może będzie hasło, by obniżać im emerytury.

Zawsze warto być po stronie prawa, a nie po stronie tych, którzy za wszelką cenę chcą stanowić prawo.

Jeszcze jeden wątek. Dlaczego demonstracji w miasteczku powiatowym nie zorganizowały opozycyjne partie polityczne? Dlaczego nie wsparły zwykłych obywateli? Wolą jeździć do Warszawy i demonstrować, a we własnym mieście nie. Bo? Bo w mieście działa sitwa, której skutkiem jest strach.

 

 

Ja bez żadnego trybu…

Dziś otrzymałam zapytanie, czy zorganizuję protest pod tomaszowskim sądem. Nie, nie zorganizuję, bo nie ma mnie w Tomaszowie. PiS-owska dyktatura i koledzy pozbyli się mnie. Ze wzajemnością.

Oczywiście będę protestowała, bo największą wartością każdego życia jest wolność. Zatem protestuję pod innym sądem i wy w Tomaszowie róbcie to samo. Proszę was o to. Udowodnijcie, że przejęte przez PiS miasto, nie dla wszystkich jest pisowskie. Nie bójcie się wyjść na Mościckiego i zapalić świeczki. W ogóle się nie bójcie. Ta władza jest słaba, bo opętana nienawiścią i zakłamaniem. Jeśli jednak im dziś odpuścimy, za chwilę będzie bardzo mocna.

Tomaszów powinien być na szpicy tych, co protestują, bo już wie czym jest pisowska dyktatura. Inni jeszcze tego nie odczuli, ale gdy odpuścimy my, komunizm rozpełznie się po innych miastach i miasteczkach.

Ciężko mi to napisać, ale pokojowe metody walki z dyktaturą właśnie się wyczerpały. Sejm, instytucja, która powinna stanowić prawo, właśnie wprowadza bezprawie. W ślad za tym obywatele mogą też. Bez żadnego trybu…

Nie będzie czerwonej kreski

Parę tekstów czeka w kolejce, ale kto będzie czytał o problemikach w powiatowym miasteczku, gdy kraj podpalony przez jednego szaleńca chwieje się w posadach. Wciąż nurtuje mnie myśl, czy lokalni aktywiści pisowscy śpią spokojnie. Starcza im wyobraźni, by przewidzieć wyraz swoich twarzy dzień po tym, jak Jaro już nie będzie? Wystarczy wytłuc lustra? Czy tylko trzeba będzie wyklepać w szafie do faceta w kiecce swoje grzechy i zacząć życie od nowa.

Tym razem nie będzie czerwonej kreski, którą tak wciąż jeszcze gardzicie.

 

Panna Z. odchodzi?

Z radością odrywam się od doczesnych spraw, którymi karmi się miasteczko powiatowe. Oczywiście, znajomi nie pozwalają do końca zapomnieć, skąd się człek wywodzi.

Właśnie uprzejmie mi doniesiono, że panna Z. po urlopie nie wróci już na posadkę. Zanosiło się od dawna, bo jednak panienka o aparycji pensjonarki i manierach katechetki nie bardzo pasuje na poważne stanowisko przy kreującym się na coraz poważniejszego męża stanu preziu.

Panna Z. na otarcie łez i zamknięcie gęby zapewne dostanie jakiś stołeczek. Przekaz będzie oczywiście taki, że strasznie się już zasłużyła i napracowała, a miasteczku powiatowemu wystarczy jeden zastępca prezia. Jakież będą dzięki temu oszczędności. Zaoszczędzone pieniążki pójdą na oddłużanie wygenerowane przez poprzedników. Oczywiście wszyscy w to pokornie uwierzą, zwłaszcza nauczycielki na miesiąc przed powrotem do zdeformowanych szkół. Przypominam wam, że w przytłaczającej większości, same tego chciałyście. Ta władza poniżyła was i sponiewierała już kilkakrotnie. Najefektowniej poszło chyba przy okazji ogólnopolskiego strajku nauczycieli, ale są formacje, które jak się nie boją, to nie funkcjonują. Widywałam uśmiechnięte i przeszczęśliwe dyrektorki dygające przed panną Z. Zawstydzający widok. Oczywiście dla normalnego obserwatora, nie dla dyrektorek zgiętych w pokłonach.

Zatem panna Z. będzie musiała ograniczyć wydatki, zweryfikować poglądy, poskromić ambicje. Nie uda się tylko wyczyścić Antka ze wspólnych zdjęć. Internet pamięta!

 

 

Sinica wyborcza

Byłam wczoraj nad Zalewem Sulejowskim. Miejsce, które znam od początku jego powstania. Upadek zalewu obserwuję od lat, ale takiej degradacji biologicznej jeszcze nie widziałam. Woda w porcie, to cuchnący ściek obleczony zielonym kożuchem. Jeszcze kilka godzin po powrocie do domu czułam odór zjełczałego rybiego tłuszczu wymieszany ze smrodem gnijących sinic.

Ten upadek zlewu, to skutek zaniechań wszystkich kolejnych ekip rządzących w mieście, powiecie, gminach i województwie. Mogę wymienić całą listę nazwisk ludzi ze wszystkich partii, którym się choć przez moment zdawało, że na zalewie uda się im zbić kapitał polityczny. Żaden nie zrobił nic, by ratować zalew, choć niektórzy trafili do koryta. Ich aktywność kończyła się na zwoływaniu kolejnych konferencji poświęconych zalewowi. Im mniej było na konferencjach wniosków w sprawie zalewu, tym obfitszy bywał katering. Za to na ulotkach wyborczych zalew odmieniali przez wszystkie przypadki.

Jeszcze na początku tego roku nasz prezio bredził o przejęciu zalewu przez miasto Tomaszów. No i w strategiach miasta i powiatu superzakłamanej literaturze o niczym, zalew odgrywa kluczową pozycję w rozwoju regionu.

Jak to się dzieje, że wybieramy do zarządzania naszym dobrem ludzi, którzy nie mają nic do zaoferowania, żadnej wiedzy, umiejętności i motywacji, by zostawić po sobie coś pożytecznego. Za poprzedniego starosty zdewastowano ośrodek w Borkach. Obecny jest ponoć miłośnikiem żeglarstwa. Taki z niego żeglarz jak ze mnie poetka. Kiedyś próbowałam byłemu marszałkowi województwa, który okazał się farbowanym lisem, przedstawić koncepcję powolnego (szybko się nie da) ratowania zalewu. Wysłał mnie na drzewo, tłumacząc, że to nie jest atrakcyjne politycznie.

Zalew gnije. Łódź uniezależniła się od zalewu i teraz mają hasło, że łódzka woda z kranu jest najlepsza do picia. Tomaszowianie piją wodę z Pilicy, która zanim wpadnie do rzeki, a potem do naszych kranów, wcześniej przemierza zalew. Tej zimy lud zaczął trochę rozumieć związek przyczynowo-skutkowy między trującym powietrzem, astmą i kasą wywalaną na antybiotyki przepisywane przez pediatrów, a tym co wrzuca do domowych pieców. Raka jelita grubego z cuchnącym szlamem przy tamie smardzewickiej jeszcze nie są w stanie połączyć.

Wstąpiłam do naleśnikarni w Swoleszwicach. Naleśniki tam są zawsze znakomite. W środku sezonu wakacyjnego, w porze obiadowej, w naleśnikarni jeden klient raz na 20 min.

Wszyscy ci, którzy zainwestowali nad zalewem choćby 10 zł w jakikolwiek interes, który miał być dla nich źródłem pieniędzy, spokojnego życia i satysfakcji, a teraz nie wiedzą, z czego zapłacić w listopadzie ZUS. Zatem ci wszyscy, powinni złapać za kosy i co tam mają pod ręką i wykurzyć tych wszystkich marszałków, starostów, prezydentów i wójtów z ich wygodnych posad. Skoro nie widzą związku przyczynowo-skutkowego między tym, na kogo głosują co cztery lata lub nie głosują w ogóle, a cuchnącą wodą w zalewie.

Wybudujmy halę!

Polscy juniorzy zostali mistrzami świata. Chodzi o siatkarzy. Młodzi, fantastyczni chłopcy, którzy przywieźli z Czech mistrzostwo świata! Dostarczyli nam wiele radości. Już okrzyknięto ich dumą. W domyśle – narodową.

Wspaniali, zdrowi, zgrabni chłopcy trenują i uczą się w Spale. To dla miasteczka powiatowego dodatkowy powód do satysfakcji, bo usytuowane jest niedaleko Spały. Gdyby sukces wywalczyły siatkarki, to nie byłoby o czym pisać, ale siatkarze, to co innego.

Ten sukces warto wykorzystać. Na fali tego sukcesu środowisko powinno wylobbować coś dla siebie. Czyż nie czas pomyśleć o siatkarskiej hali w miasteczku? Takiej prawdziwej, profesjonalnej, aby któreś kolejne mistrzostwa świata mogły odbyć się właśnie na niej. Przypomnę nieśmiało, że wszystkie inne hale sportowe, które powstały w miasteczku do rozgrywek na jakimś poziomie się nie kwalifikują i żeby rozegrać poważny mecz trzeba pojechać do gminy.  Zatem chyba należy się nam wszystkim taka hala. Jakiż to by był sukces i splendor dla miasteczka. Kawałek miejsca znajdzie się na pewno. Może obok hali do jeżdżenia na łyżwach?

Kto pierwszy rzuci pomysł wybudowania hali ten śmiało może walczyć o fotel prezydenta.

 

 

Przysucha nas pobiła

Część rodaków, która potrafi z głowy wymienić wszystkie 16 województw, sytuuje miasteczko powiatowe gdzieś w okolicach Spały. Spała. Kiedyś: Mościcki, wczasy dla średniozamożnej inteligencji i sportowcy. Wielcy sportowcy. Teraz: coroczne wybijanie bezbronnych zwierząt przez gości z dużymi portfelami i małymi fiutami. Malowany Adrian z niemą niewiastą u boku. A ostatnio zjazd Klubów Gazety Polskiej. Wyobrażam sobie jak katecheci dwaj, wybitni miejscowi znawcy sportu włazili w dupę całej tej mrocznej wierchuszce, która do Spały przybyła.

Gazeta Polska to jak kiedyś czerwona Trybuna, której nikt szanujący się do ręki nie brał. GP bezustannie rozpyla mgłę smoleńską, katolicką nienawiść do obcego, a z Tuska, którego mało szanuję, zrobiła faszystę. I właśnie wielbiciele tej gazety gościli się w niedalekiej odległości od miasteczka powiatowego.

Obecna władza i ta centralna, i ta lokalna nie szanuje prawa. Jest bezczelna i pazerna, gardzi wiedzą i autorytetami. Im silniej to demonstruje, choćby uczestnicząc w takich jasełkach jak spalska, tym prosty lud bardziej ją wielbi. Lud prawidłowo czyta przekaz, choć zazwyczaj czytanie nie jest jego mocną stroną. Otóż „czyta”, że prostactwo, ciemnota, zabobon, moralny nihilizm, brudne paznokcie, Macierewicz i Szyszko jako ministrowie, szare pantofle do granatowego garnituru, nienawiść do wszystkiego co inne, to norma, to dress code mówiący: popieramy was, bo jesteście tacy jak my. Ten obciach stał się normą.

Powiatowo-miejska władza robi wiele, by pokazać tą pszenno-ziemniaczaną twarz jako obowiązujący wizerunek. Disco polo, antoniajńskie odpusty, Eleni, marsz dla rodzin, defilada z Antkiem, Don Wasyl no i na inauguracje wszystkiego msze święte, msze święte, msze święte.

Wciąż jednak lokalsi starają się za mało. Stanowczo za mało. Gorliwsi i wierniejsi są w Przysusze. Przysucha nas przebiła. Tam to dopiero zjedzie się intelektualna elyta.